1. Medycyna


    Data: 29.08.2020, Autor: bieniek

    Nie mogłem uwierzyć. Zdałem na medycynę. Marzenia się spełniają. Tabun dziewczyn i chłopaków razem ze mną. Młodzi, zdolni. A ja między nimi, wchodzący w dorosłe życie. Na jednych z pierwszych zajęć poznaliśmy się z Olkiem. Wysoki, wysportowany, wydawał mi się znacznie bardziej dojrzały jak na dziewiętnastolatka. Z paczką kolegów spotkaliśmy się w klubie. Musimy zorganizować inaugurację – powiedział Olek. Jaką, przecież już była? – powiedziałem. Śmiech kolegów pozwolił mi zrozumieć, jak daleko jestem w tyle w dziedzinie studenckiego wtajemniczenia. Skąd mogłem wiedzieć, że tradycją wydziału lekarskiego jest orgietka na cześć udanego egzaminu. I one się zgodzą? – zapytałem. Nie martw się, zobaczysz – odpowiedział Olek. Po dwóch tygodniach dostałem adres. Dom kolegi był imponujący. Ojciec dziennikarz, matka – śpiewaczka operowa, oboje w rozjazdach. Idealne miejsce. Proszę – usłyszałem kobiecy głos w domofonie. Drzwi otworzyła Dominika. Pamiętałem ją z egzaminu, ale teraz była w szpilkach. I to wyłącznie w szpilkach, nie licząc wąskiej, skórzanej bransoletki. No chodź – powiedziała, wpuszczając mnie do środka. W pierwszym pokoju na prawo możesz się przygotować. Półprzytomny z wrażenia zrzuciłem ubranie. Wtedy weszła Dominika, pocałowała mnie, wzięła za rękę i zaprowadziła do salonu. Widok był niesamowity. Dwanaście dziewcząt i jedenastu chłopców zaprzyjaźniało się we wspaniałym, ogromnym wnętrzu. Ja byłem ostatni. Wszyscy zupełnie nadzy, każda dziewczyna w szpilkach, a chłopcy ...
    ... boso. Nie mogłem oderwać oczu ani uwierzyć, że to nie sen. Kilka par już się pieściło. Dziewczyny były niesamowite. We wszystkich wersjach i kolorach. Blondynki, brunetki, rude, ogolone i nieogolone pod brzuszkiem. Wzwód był nieunikniony. Wtedy przywitał mnie gospodarz. Fajnie? Jeszcze jak! W życiu nie byłem na takiej imprezie. Zapytałem, dlaczego niektóre panny mają we włosach wstążki. To są dziewice – powiedział Olek. Taki sygnał, żeby być delikatnym. Spojrzałem w prawo. Pod ścianą stała w lekkim rozkroku zgrabność o subtelnych rysach, z wstążeczką. Jak masz na imię? Małgosia. Chcesz? Chyba tak. Jej język zatańczył wokół mojego. Nie byłem już wprawdzie prawiczkiem, ale jej śmiałość trochę mnie speszyła. Różowe sutki, różowy srom i trójkącik jasnych włosków łonowych świadczyły, że była naturalną blondynką. Aksamitne piersi twardniały w miarę pieszczot, podczas gdy mój obrany ze skórki penis sztywniał coraz bardziej, głaskany kobiecymi paluszkami. Czy ty...? Nie martw się. Jestem zabezpieczona – powiedziała z uśmiechem klękając. Popatrzyłem w dół. Jak przez mgłę widziałem rytmicznie poruszającą się krótko ostrzyżoną jasną główkę i ramiona. Jeszcze nigdy kobieta nie lizała mojej żołędzi. Kosmos. Wreszcie sam ukląkłem, spojrzałem w piękne, chabrowe oczy i włożyłem język do uchylonych ust. Świat nie istniał. Lizałem młodą piękność, pieszcząc jednocześnie coraz wilgotniejszy srom. Położyliśmy się na miękkim, perskim dywanie. Małgosia odwróciła się, przyjmując pozycję sześć na ...
«1234...7»