1. Rekompensata, 3.


    Data: 27.04.2018, Kategorie: Zdrada Autor: Tomnick, Źródło: SexOpowiadania

    ... uśmiechają.
    
    – O co chodzi? Powiedziałam coś zabawnego?
    
    Starszy z nich pokazuje na tę kamienicę i z uśmiechem wyjaśnia:
    
    – Ja właśnie tutaj mieszkam. Zapraszam na kawę do mnie.
    
    *
    
    Siedzimy w dużym, przestronnym salonie. O tej porze słońce już tu nie dochodzi i panuje przyjemny, ożywczy chłód. Proponują kieliszek dobrego koniaku. W końcu zgadzam się. Przecież nie prowadzę samochodu, oni są mili i uprzejmi, a ja mam ochotę na małe szaleństwo. Również alkoholowe. Proponują, byśmy mówili sobie po imieniu. Zgadzam się. I teraz rozmowa jakoś nie klei się. Wzbraniam się przed kolejnym kieliszkiem, bo już szumi mi w głowie. Panowie nie nalegają. Roman zaprasza mnie do tańca. Młodszy robi głośniejszą muzykę. Trochę żartujemy, wolno kołyszemy się w rytm muzyki.
    
    – Słuchaj, kiedy znowu moglibyśmy spotkać się? – Roman nachyla się do mojego ucha, zadając pytanie, chociaż muzyka nie jest zbyt głośna. – A w ogóle miałabyś jeszcze ochotę na spotkanie z nami? – reflektuje się po chwili.
    
    – Moi drodzy, a może wybierzemy się razem na korty, a potem na kolację? – Marcin rzuca pomysł. – Marcin bardzo lubi grać w tenisa. Ot, taka niegroźna przypadłość. Lekarze potrafią to już leczyć – jego kolega uśmiecha się pobłażliwie.
    
    Blondyn, słysząc jego wyjaśnienia, robi grymas, potem wydyma wargi i wzrusza ramionami:
    
    – Mojemu starszemu koledze pozwalam wygrywać kilka gemów, żeby chociaż trochę podbudować jego nadwątlone ego – wyjaśnia żartobliwym tonem.
    
    Roman reaguje głośnym ...
    ... śmiechem. Marcin robi wrażenie zwycięzcy słownej rozgrywki.
    
    I ja uśmiecham się. Słucham ich i kiwam głową. Mam ochotę na kontynuację takiej znajomości. Obydwaj niespiesznie adorują mnie. Przy okazji obdarzają siebie drobnymi złośliwościami, eksponując, na mój użytek, swoje zalety. Ot, taka przyjacielska gra słowna. Ciekawe, jak rozwinie się taka znajomość? W końcu nie są nachalni, zachowują się naturalnie, budzą zaufanie. Są zadbani, a to cenię u każdego.
    
    Potem Marcin tańczy ze mną, ale prawie nie dotykamy się. Utwór jest znacznie szybszy. Roman z uśmiechem przygląda się naszemu tańcowi. Kiedy muzyka cichnie, chłopak odprowadza mnie na kanapę. Padamy zdyszani, ale zadowoleni.
    
    *
    
    – No, w taki wieczór intensywniejsze to byłoby chyba tylko bieganie po schodach – uśmiecha się mój taneczny partner. Odpowiadam kiwnięciem głową. Ze szklanek popijamy gazowaną wodę z lodem.
    
    Roman wstaje, naciska i naciska przycisk, wreszcie wybierając utwór z CD. W końcu włącza muzykę. Wolny utwór. Bardzo wolny. Można tańczyć nawet w miejscu. Taka „pościelówa”.
    
    – Daj spokój, Romcio. Nasza dama uśnie w twoich ramionach – oponuje rozbawiony Marcin. Kolega ignoruje jego ironiczny protest i zaprasza mnie do tańca.
    
    – Nie, dlaczego? Bardzo miły utwór – uśmiecham się do Marcina, a potem do Romka. Podaję mu dłoń, wstaję. Chwilę później kołyszemy się w rytm muzyki. Utwór jest dość długi. W pewnym momencie odprężona poddaję się chwili i kładę głowę na ramieniu Romka.
    
    Nagle przyciska mnie ...
«1234...7»