1. Marta i piraci cz 2


    Data: 16.08.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    Silny szkwał szarpał żaglami, a piracki okręt kiwał się niebezpiecznie na wzburzonych falach. Wiatr wył w linach, kadłub jęczał pod naporem wody, a Marta, przyzwyczajona do lądowego życia, czuła się jak bezradna lalka miotana przez siły natury. Skrzypienie drewnianych belek, hałas przewracających się przedmiotów i ciemność rozświetlana jedynie błyskawicami sprawiały, że ogarniał ją paniczny strach. Serce waliło jej w piersi, a strużki zimnego potu spływały po karku.
    
    Była przerażona, ale i podniecona myślą, że jest we władaniu tych bezwzględnych, brutalnych piratów. Wiedziała, że już niedługo na pewno posiądzie ją kapitan. A czy reszta załogi? Wielce prawdopodobne? Jak ona to zniesie?
    
    Gdy zaciśnięte na jej nadgarstkach więzy zaczęły boleśnie wrzynać się w skórę, nie wytrzymała i krzyknęła. Jej głos, choć stłumiony przez zgiełk burzy, w końcu dotarł do uszu młodego marynarza, który stanął w progu kajuty. Jego jasne włosy były zmierzwione od wiatru, a w oczach błyszczała niepewność. Marta, korzystając z chwili, błagalnie spojrzała na niego i wyszeptała:
    
    – Proszę, pomóż mi... – Jej głos drżał, pełen desperacji.
    
    Luk, bo tak miał na imię chłopak, wahał się. Wiedział, że kobieta jest własnością kapitana i nikt nie miał prawa jej tknąć, ale widok jej przerażenia poruszył go. Po chwili wewnętrznej walki podszedł i zaczął rozplątywać więzy. Gdy Marta odzyskała wolność, nie mogła się powstrzymać – padła na niego, obejmując go w desperackim geście ulgi.
    
    Poczuła ciepło ...
    ... jego ciała, silne dłonie na plecach, mocne ramię, które przez chwilę zawahało się, zanim ją przytuliło. Jej oddech był urywany, a dłonie drżały, gdy przywarła do jego torsu. Czuła bijące od niego ciepło, a zapach soli i morskiej bryzy wypełnił jej nozdrza. Jednak chłopak po chwili odsunął ją delikatnie, ale stanowczo.
    
    – Pomogłem ci, ale teraz muszę cię przywiązać inaczej – powiedział cicho. – Tak, żebyś nie mogła uciec, ale żebyś nie cierpiała.
    
    Związał jej kostkę do metalowego uchwytu w podłodze, pozwalając jej się poruszać po kajucie, ale nie opuścić jej. Po czym bez słowa wyszedł, zostawiając Martę samą.
    
    Burza szalała jeszcze długo, ale w końcu ustała. Marta, nieprzyzwyczajona do morskich warunków, zmęczona i skołowana, zapadła w niespokojny sen na twardej podłodze. Co jakiś czas budziły ją jęki okrętu i fale uderzające w kadłub, ale zmęczenie było silniejsze. Obudził ją dopiero odgłos otwieranych drzwi – to był Luk, niosący jedzenie i wodę z odrobiną rumu.
    
    Marta, wdzięczna i głodna, rzuciła się na chłopaka, obejmując go mocno.
    
    – Dziękuję ci... – wyszeptała.
    
    Czuła, jak jego klatka piersiowa unosi się w przyspieszonym oddechu, ale chłopak szybko się odsunął, najwyraźniej walcząc z pokusą.
    
    – Lepiej nie dziękuj – mruknął. – Mogą mnie za to ukarać.
    
    Marta, pragnąc choć odrobinę ciepła, zbliżyła usta do jego twarzy, dotknęła jego warg swoimi... lecz Luk nie odwzajemnił pocałunku. Po chwili wyrwał się, wyszedł i zamknął drzwi. Marta, rozczarowana, usiadła do ...
«12»