1. Niebiański seks cz. 2


    Data: 05.12.2019, Autor: Mefisto, Źródło: Lol24

    Ksiądz Marek cały czas myślał o ostatnich wydarzeniach. Cały czas myślał o Ani. Seks z nią był dla niego cudowny. Zaczął się zastanawiać, czy Bóg naprawdę istnieje. Jako że zawsze był racjonalistą, coraz bardziej dochodził do wniosku, że nie. Teraz wydało mu się to oczywiste. Nie ma nieba, nie ma piekła, nie ma kary za grzechy, nie ma grzechów. To co robimy jest przez każdego człowieka inaczej odbierane. To co dla jednych jest dobre, dla innych może być złe. Ania czuła to samo.
    
    Przez cały tydzień Marek i Ania wykonywali swoją pracę tak, jak dawniej, by nie robić zamieszania wśród ludzi i uporządkować wszystkie sprawy. Gdy nadeszła niedziela, Marek odprawił mszę. Była na niej jego ukochana, która udawała, że modli się jak gdyby nigdy nic. Od ostatniego upojnego spotkania nie mieli okazji się spotkać. Czuła pożądanie. Była bardzo zniecierpliwiona. Czas wyjątkowo jej się dłużył. Po mszy poszła do zakrystii i czekała, aż wszyscy wyjdą. Gdy kościół opustoszał, rzuciła się na Marka, nogami oplotła się wokół niego i zaczęli się namiętnie całować. On trzymał ją za pupę i docisnął ją do szafki.
    
    -Stęskniłam się za tobą.
    
    -Ja za tobą też.
    
    Puścił ją, podszedł do szafki, gdzie były różne rzeczy potrzebne do mszy i wyciągnął z niej dwa kielichy i kuliste naczynie. Było w nim wino do mszy. Zaczął je nalewać do kielichów.
    
    -Zwariowałeś - powiedziała ze śmiechem Ania.
    
    -Chciałaś, żebym był taki jak kiedyś, więc proszę, oto jestem, który jestem - to mówiąc podał jej ...
    ... kielich. Ze śmiechem stuknęli kielichy jeden o drugi i wypili z nich wino.
    
    -Nawet niezłe - powiedziała Ania. Marek dolał jej jeszcze trochę, a sam wypił resztę z naczynia. Wina nie było dużo. Odłożył wszystko do szafki, po czym pocałował swoją ukochaną.
    
    -Zróbmy to. Zróbmy to tutaj - powiedział.
    
    -Wydymaj mnie na ołtarzu - szepnęła mu do ucha.
    
    -O nie, to zbyt szalone.
    
    -No...
    
    -Nie wiedziałem, że jesteś tak szalona.
    
    -Będziesz musiał się przyzwyczaić.
    
    Wyszli z zakrystii i stanęli obok ołtarza. Ania ściągnęła z niego wszystko oprócz obrusa, a Marek przyniósł podkładki pod kolana i poduszki, które na nim ułożył. Rozebrali się do naga. Marek wziął swoją piękność na ręce i położył na ołtarzu. Powiedział, żeby położyła się na plecach. Wzniósł do góry ręce i powiedział:
    
    -Składam ciebie w ofierze bogom na tym świętym ołtarzu... Twoja krew odkupi cały ten świat, ale najpierw będziesz musiała wziąć moje mięso do buzi, a później ja zanurzę się w czeluściach twego łona... i tak dalej, i tak dalej, nie przedłużajmy tego.
    
    Wskoczył na ołtarz, wsadził głowę pomiędzy jej uda i zaczął lizać jej różową brzoskwinkę. Ania była tak mocno napalona, że gdy jego język dotkną jej wrażliwego miejsca, krzyknęła tak mocno, że powstałe echo było tak głośne, że Marek tak się przestraszył, że zerwał się i rozglądał, czy ktoś czasami tego nie usłyszał.
    
    -Proszę, nie przerywaj, to takie cudowne.
    
    Mężczyzna kontynuował. Lizał ją po cipce, po jej wargach, wbijał się w jej dziurkę, co ...
«12»