1. Jaki ojciec, taki syn… cz. 1.


    Data: 23.03.2022, Kategorie: Geje Twoje opowiadania Autor: NapalonyNastolatek

    Mam na imię Kamil i pochodzę z małej wsi na Lubelszczyźnie. Jak to na wschodzie Polski, miejsce to najłatwiej opisać jako konserwatywne, taka też więc była moja rodzina. Ja sam od tego standardu mocno odbiegałem – już w wieku 12 lat doszedłem do wniosku, że podobają mi się nie kobiety, a mężczyźni. W szatni nieraz musiałem zakrywać wzwód, ale mimo to mój ideał, perfekcyjny samiec, zawsze czekał na mnie w domu. Był nim… mój ojciec. 
    
    Relacje z moją matką nigdy nie były za dobre. Ale z ojcem, przeciwnie. Średniego wzrostu, grubszy, ale jednocześnie silny i umięśniony 45-letni mężczyzna budził we mnie pożądanie, którego nie powinienem do niego czuć. Tak jak większość mężczyzn w okolicy, nie pracował w „normalnej” pracy, trudniąc się pracą na roli, w czym oczywiście trzeba było mu pomóc. Naturalnym pomocnikiem mojego ojca byłem ja. Siostra, jak to zazwyczaj siostry, i to jeszcze młodsze, miała lżej – mogła pójść do szkoły do większego miasta, a pomagać musiała tylko przy jakichś większych pracach w polu. Poza tym rzadko była w domu. Podobnie wyglądało to u mojej matki – pracowała w sklepie w sąsiednim miasteczku i wieczorami również była nieobecna. Zostawałem tylko ja i ojciec. Odkąd doszedłem do wniosku że jestem gejem to właśnie on był moim ideałem. Niestety, byłem również świadomy (jak się później okazało, moja świadomość była błędna) tego, że on, heteroseksualny samiec alfa, typowy macho, nie spojrzy na mnie inaczej niż na syna. 
    
    Wszystko zmieniło się jednak kilka ...
    ... miesięcy po moich szesnastych urodzinach. Na wsiach lipiec i sierpień, czyli miesiące, które dla mnie stanowiły wówczas wakacje – czas wymarzonego odpoczynku od szkoły – są tradycyjnie miesiącami żniw. Tak wyglądało to również i u nas. Żniwa zaczęły się dość standardowo. Pod koniec lipca rozpoczęło się koszenie zbóż uprawianych przez ojca, a ja, tak jak zawsze, pomagałem mu we wszystkich pracach. Pierwsze dni sierpnia mijały spokojnie. Po zbiorze zbóż nadszedł czas na belowanie słomy. Niestety, a patrząc z dzisiejszej perspektywy na szczęście, tego dnia zostaliśmy z ojcem sami – matka była w pracy, aby zarobić jakieś pieniądze na utrzymanie rodziny, a siostra spędzała wakacje u swojej koleżanki ze szkoły. Do pracy ruszyliśmy późnym popołudniem. Było zdecydowanie chłodniej niż wcześniej, aczkolwiek temperatury nadal nie należały do najlepszych – termometr pokazywał grubo ponad 20 stopni. Z tego powodu pracowaliśmy bez koszulek. Po moim, raczej dość normalnym, nie za grubym i nie za chudym ciele spływały krople potu. Cały spocony był również mój ojciec. Jego masywne, umięśnione i owłosione delikatnie na klatce piersiowej i wokół sutków ciało świeciło się w świetle zachodzącego słońca. Po wrzuceniu większości bel słomy na przyczepę podpiętą do traktora i odwiezieniu ich do przydomowej stodoły stwierdziliśmy, że odpoczniemy. 
    - To co Kamilek, po browarze? - zapytał ojciec, który, jak to większość mężczyzn w okolicy, miał luźny stosunek do alkoholu i czasami lubił zajrzeć do kieliszka, ...
«1234»