-
Ależ droga na wesele... 24 "Drugi"
Data: 17.02.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... namaszczeniem, jakby odsłaniał coś cennego. Jej uda były już wilgotne. A on tylko się uśmiechnął, szorstko, brutalnie zadowolony. – Wiedziałem, że musisz posmakować nasze towarzystwo. Wszedł w nią gwałtownie, ale z precyzją. Ruch był jeden – konkretny, aż zabrakło jej tchu. Głowa odchyliła się do tyłu, kark napiął, ręce chwyciły za boki siedzenia, jakby tylko tkanina pod nią mogła ją teraz utrzymać w miejscu. Osiłek, który był w niej chwilę wcześniej, siedział z przodu, obserwując wszystko w lusterku. Uśmiechał się szeroko, z dumą. Jakby właśnie przekazywał swoją zdobycz w godne ręce. – Patrzcie na tę pannicę... jak przyjmuje. Jakby się urodziła po to, żeby ktoś ją trzymał za włosy i brał od tyłu w aucie – mruknął. Marta jęknęła cicho, drżąc. Ale to nie był jęk bólu. To był jęk kobiety, która poczuła zdobywcze pchnięcie. Moc dzikiej siły. Uwięziona nie tyko przez brutalną zaborczość, ale także... może i przez własne pragnienie? Objął ją za talię i zaczął poruszać się rytmicznie – głęboko, mocno, nie zostawiając jej przestrzeni na myśli. Liczyło się tylko ciało. Dźwięki, które wydawała, coraz mniej przypominały stłumione westchnienia. Teraz były to pełne, szczere stęknięcia kobiety jakby przekraczającej granicę... Jej głowa opadła w dół, ramiona się ugięły, a biodra zaczęły same wychodzić mu naprzeciw. Jakby ciało przejęło władzę, zostawiając duszę w tyle. A wtedy on pochwycił ją za włosy i odchylił jej głowę w tył. – Powiedz nam teraz lalka, i ...
... kto ci to robi najlepiej? Kto cię rucha fest?! – Ach... – szepnęła Marta, jęcząc, z oczami zamkniętymi. – Ach...! Choć w duchu pomyslała - "Nikt dotąd... nikt tak jak wy mnie nie wyobracał..." I właśnie wtedy przyspieszył. Rytm stał się ostry, nieubłagany. Marta stała się falą — wijącym się ciałem, które przyjmowało wszystko. Wewnętrzne napięcie rosło jak ogień na wietrze. Mężczyzna poruszał się w niej z tą pewną, bezczelną regularnością, która nie zostawiała przestrzeni na wątpliwości – każde jego pchnięcie było jak uderzenie młota, a jednak prowadzone z precyzją rzeźbiarza. Marta stała się falą — wijącym się, rozpalonym ciałem, które przyjmowało wszystko. Każdy jego ruch wbijał się w nią głęboko, aż po kręgosłup, aż po gardło. Wewnętrzne napięcie rosło jak ogień na wietrze – żywiące się każdym jego oddechem, jego spojrzeniem, jego dłonią, która zaciskała się teraz na jej biodrze z taką siłą, że zostawi ślady. Ale ona tego właśnie chciała. Każde przesunięcie jego dłoni, każde kolejne pchnięcie, wbijało ją głębiej w siedzenie, aż stała się tylko narzędziem jego przyjemności. I własnej rozkoszy. – A to dopiero początek, laleczko – warknął cicho, pochylając się nad jej uchem. – A ty przecież miałaś jechać... na wesele? Zadrżała, ledwo słyszalnie. Wspomnienie celu podróży przebiło się przez mgłę uniesienia niczym echo z innego świata – nierealne, abstrakcyjne. – Ciekawe, jak wejdziesz tam teraz – kontynuował, nie przestając się poruszać. – W tej swojej ...