-
MONSTRA I POTWORY Cz. 1 Marta i lochy warowni
Data: 07.08.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... moje pośladki. Wreszcie na piersiach... Tu zatrzymali się na dłużej. Drżałam ze strachu jak osika, ale jednocześnie czułam, że moja cipka jest... dość wilgotna. A oni jeszcze głośniej pomrukiwali z zadowolenia. A już zwłaszcza, gdy obmacywali moje cycki. Każdy z nich musiał je poobściskiwać. Każdy z nich próbował je pognieść. A przecież to byli chłopy na schwał, z wielkimi łapskami... z potężną krzepą... Oczywiście protestowałam... Prosiłam, żeby przestali... Ale kompletnie nadaremno. A nawet chyba tylko się nakręcali. Bo im bardziej mnie macali, im bardziej słuchali mych żałośliwych kobiecych zawodzeń, tym bardziej podniecali się. Widać to było jak na dłoni, bo ich przyrodzenia, wielkie, wręcz monstrualnie, zaczęły się unosić do góry. Przeraziłam się, bo teraz stało się dla mnie oczywiste, jaki to użytek z nich zechcą zrobić! Kto i co stanie się obiektem agresji dla tych piekielnych, mamucich maczug... Które już ocierały się o mnie. Ocierały się o moje ciało z każdego kierunku. I o brzuch, i o moją pupę. Jedna z tych włóczni, najmocniej wzwiedziona do góry, ocierała się o mój biust... Boże, jak ja to przeżywałam. Mimo, że strach mnie paraliżował, podjęłam próbę ucieczki. Otóż wykorzystałam moment kiedy ich łapska nie trzymały mnie, lecz swe wybujałe dzidy. Jakże krótka była to próba. Ani szpileczki, a ni spódnica nie okazały się moimi sojuszniczkami. Po kilku ledwie krokach zostałam pochwycona, przez jeszcze bardziej rozjuszonych oprawców, wręcz ...
... ryczących z wściekłości, że ich zdobycz ważyła się choćby próbować pozbawić ich takiego łupu. Teraz dopiero się bałam... Ich sterczące pale suwały się po moim ciele. Nabrzmiały teraz do naprawdę monstrualnych rozmiarów. Było dla mnie oczywiste, że moja ciasna norka nie miałaby najmniejszych nawet szans pomieścić któregokolwiek z nich... Ale oni najwyraźniej nie przejmowali się takimi obawami. Dwaj ostra dobierający się do moich piersi, porwali już na mnie bluzkę. Zaczęli lizać przez koszulkę, która mimo, że porwana nieco, uchowała się cudem na moim biuście. Jednocześnie ich łapska bez litości tarmosiły moje cycki. Jeden nawet uszczypnął mnie w sutek, rechocząc przy tym diabelsko. Drugi zaś tak miętosił moje półkule, jakby chciał mnie wydoić... Za to trzeci wepchnął brutalnie pysk pod spódnicę. Najpierw wąchał mnie tam, mrucząc przy tym lubieżnie. Potem przejechał jęzorem po moim łonie, przez majtki, aż przeszły mnie dreszcze. Wyczuł, że jestem tam mokra i to na niego jeszcze silniej podziałało. Nachalnie lizał moją cipkę przez cienką koronkę. Wreszcie, rozjuszony, porwał na mnie zarówno kieckę, jak i majtki. Wkrótce na posadzce obok mojej bluzki leżały strzępy spódniczki i stringów. Teraz jego ozor bez jakichkolwiek przeszkód jeździł po mojej szparce. Napawał się nią. A był niezwykle szorstki, co gwarantowało mi szczególne doznania. Przyznaję się. Jęczałam... - Aaaaa... aaaaaaaa! Moje jęki skusiły go najpierw do przyspieszenie ruchów - pracował prawdziwie ...