-
MONSTRA I POTWORY Cz. 1 Marta i lochy warowni
Data: 07.08.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
Zawsze byłam zafascynowana historią, zwłaszcza tajemniczymi opowieściami o zamkach, lochach i ich mrocznych zakamarkach. Gdy podczas szkolnej wycieczki trafiłam z uczniami do starej warowni w Górach Sowich, nie mogłam oprzeć się pokusie zejścia do lochów. To był stary zamek, lecz podobno podczas wojny hitlerowcy przeprowadzali tu jakieś eksperymenty biologiczne... Było coś intrygującego w tych starych, kamiennych ścianach, w powietrzu pachniało wilgocią i starością. Wiem, powinnam była założyć coś bardziej praktycznego, ale to nie w moim stylu. W końcu elegancja to moje drugie imię... Byłam w powabnie obcisłej spódnicy, ponętnie podkreślającej moje kształty, kremowej bluzce - chyba zbytnio eksponującej mój biust i... przykuwający wzrok... No i byłam, co wyda się dziwne... na szpilkach. I to na dość wysokim obcasie... Nawet w takich warunkach musiałam zadawać szyku. Może to ten mój zbyt kobiecy, nieco kuszący ubiór sprowokował to co się potem stało...? W dłoni trzymałam pochodnię, której ciepłe światło rzucało drżące cienie na ściany. Kroki moich uczniów zanikły w oddali, gdy zniknęłam w bocznym korytarzu. Chciałam być sama, odkryć coś niezwykłego. Nagle usłyszałam głęboki, gardłowy ryk, który przeszył mnie na wskroś. Zatrzymałam się. W pierwszym momencie pomyślałam, że to jakieś zwierzę – wilk albo niedźwiedź, ale dźwięk był zbyt… nieludzki. Załom ściany rzucał cień, który wydawał się poruszać. Drżałam cała ze strachu... ale i - o dziwo - z podniecenia. O tak. ...
... Często gdy się bałam, na przykład idąc przez podejrzaną dzielnicę wieczorem i mijając lumpów - bałam się, ale jednocześnie byłam tak podekscytowana, i to do tego stopnia, że drżałam i że... aż stawałam się wilgotna... Podobnie było i teraz, byłam przerażona, ale też czułam, że robi mi się mokro w majteczkach... Gdy spojrzałam do przodu, ujrzałam pierwszego z nich. To nie była istota, jaką znałam z jakiegokolwiek atlasu. Czyżby to był efekt tych okrutnych hitlerowskich eksperymentów? Był wysoki, miał ponad dwa metry, o skórze przypominającej szary kamień, z ogromnymi, ostrymi zębami, które połyskiwały w półmroku. Jego oczy świeciły czerwonym blaskiem, a głowa była łysa, poprzecinana żyłami jak jakaś piekielna maska. Ramiona były potężne, zakończone długimi, pazurzastymi palcami, które aż drżały w oczekiwaniu. Patrzył na mnie... z pożądaniem! Jak na obiekt, który najzwyczajniej mógłby posłużyć do zaspokojenia jego zwierzęcych chuci... Wytrzeszczał oczy, jakby chciał mnie dopaść... jakby chciał mnie wziąć... Nogi uginały się pode mną, jakby były z waty... Czułam, że niełatwo będzie mi uciekać... Próbowałam się cofnąć, ale wtedy zza mojego pleców wyłoniły się dwa kolejne stwory. Jeden miał bardziej zwierzęce rysy – wydłużony pysk jak u wilka, z długimi kłami i spiczastymi uszami. Jego skóra była ciemniejsza, niemal czarna, a ramiona poruszały się z nienaturalną elastycznością, jakby nie miały kości. Trzeci przypominał jakiegoś rogatego demona – miał skrzydlate ...