1. MONSTRA I POTWORY Cz. 1 Marta i lochy warowni


    Data: 07.08.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... wypustki na głowie i wyraźnie ostrzejsze rysy twarzy, niemal szatańskie.
    
    Wszyscy trzej patrzyli na mnie, jakby mieli na mnie chętkę... Jakby chcieli mnie posiąść, tu i teraz...
    
    Próbowałam uciec, lecz szpilki ślizgały się na wilgotnych kamieniach. Obcisła spódnica nie pomagała w ucieczce... Czułam, że nie mam najmniejszych szans, że zaraz wpadnę w ich łapska...
    
    "Co wtedy ze mną zrobią? Czy istotnie chcą mnie mieć?"
    
    Pochodnia drżała w mojej ręce, światło ledwo się tliło. „Marta, co ty sobie myślałaś?!” – karciłam siebie w myślach, ale było za późno. Kroki potworów przyspieszyły, a ich ryki, wyrażające straszliwą chuć, stawały się coraz głośniejsze. Jeden z nich zbliżył się na tyle, że poczułam jego oddech na karku – cuchnący, jakby wydobywał się z samego dna piekła.
    
    Zaczęłam biec szybciej, na ile pozwalały mi szpilki, choć nie widziałam, gdzie. Czułam się taka bezbronna, zdana na ich łaskę i niełaskę, czułam, że będę ostatecznie jednak musiała im ulec, ale... to mnie niesłychanie wprost podniecało.
    
    Lochy wydawały się nie mieć końca. Skręcałam raz w lewo, raz w prawo, ale każdy korytarz prowadził mnie głębiej. W pewnym momencie poczułam na ramieniu zimny, szorstki dotyk. Jeden z monstrów złapał mnie. Upadłam na ziemię, uderzając kolanem o kamienie. Pochodnia wypadła mi z ręki, a mrok zalał wszystko wokół.
    
    Krzyczałam, próbowałam się wyrwać, ale drugie monstrum szybko do mnie podeszło. Ich oczy lśniły w ciemności, a ich zęby błyszczały, jakby cieszyli się moim ...
    ... strachem. „Nie tak to miało wyglądać” – myślałam, gdy jeden z nich zaczął się nachylać, a jego pazury pożądliwie musnęły moją szyję.
    
    Nie było już ucieczki. Byli szybcy, zbyt szybcy, a ja – zagubiona – stałam się ich ofiarą. W lochach nie było nikogo, kto mógłby usłyszeć moje krzyki. Zaś echo ich ryków brzmiało jak samcza pieśń triumfu - oto dostałam się w ich szpony...
    
    Gdy pierwszy z nich chwycił mnie za ramię, poczułam siłę, której nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Jego palce były zimne i szorstkie, jakby wykute z kamienia, a jednak poruszały się z zadziwiającą precyzją. Upadłam na ziemię, moje szpilki nie miały szans na tej wilgotnej, kamiennej podłodze. Próbowałam się wyrwać, ale drugi z potworów już był przy mnie, łapiąc mnie za nadgarstek. Pochodnia zgasła, a w mroku widziałam jedynie czerwony blask ich oczu i błyszczące zęby.
    
    Czułam się taką bezradną kobietką. "Cóż ja mogę w takiej chwili? Jedynie ulec ich przewadze..." - pytałam i odpowiadałam sama sobie - "Sama sobie jestem winna, że trafiłam w ich łapska..."
    
    Nie spodziewałam się tego, co wydarzyło się potem. Jeden z nich nachylił się nade mną, wpatrując się w moje oczy. Jego oddech był cuchnący, ale spojrzenie… było badawcze, jakby starał się coś we mnie odczytać. Jego długie pazury delikatnie przesuwały się po mojej ręce, potem po bluzce. Czekałam tylko, kiedy mi ją rozerwie. Kolejny potwór, ten z wilczym pyskiem, zbliżył się, nachylając się nad moją twarzą. Węszył, wciągając powietrze, jakby badał mój ...
«1234...»