1. Lawendowe wakacje w Toskanii, cz. 3


    Data: 01.06.2020, Autor: mowszeptem

    Obudziła mnie bryza morska wpadająca przez otwarte okno. Dimitriev zapomniał je zamknąć. Zasnął, zmęczony jak ja. To było takie pozytywne zmęczenie. Wczoraj przeżyłam swój pierwszy raz. To był chyba najpiękniejszy pierwszy raz na całej ziemi. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że wszystko będzie wyglądać tak idealnie. Co prawda, nieco mnie bolało. Nie ma co się oszukiwać, że wtedy nie boli i że to kwestia przygotowania. Ale Dimitriev był tak delikatny, że nawet nie dał mi odczuć tego bólu na dłużej. Przekręciłam się na drugi bok i spojrzałam na chłopaka. Jego klatka piersiowa unosiła się w górę i w dół. Oddychał miarowo, spokojnie. W pewnym momencie zmarszczył brwi tak, jakby chciał odgonić od siebie złe myśli, złe sny. Wyciągnęłam dłoń w jego kierunku i pogłaskałam jego policzek kciukiem. Jego wyraz twarzy zmienił się momentalnie. Złość, może strach zamieniła się w błogie uspokojenie. Dimi był chłopakiem z moich marzeń.
    
    Spojrzałam na zegarek. Było już dosyć późno, bo 9:30. Do 10 wydawane były śniadania. Momentalnie zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Ochlapałam twarz zimną wodą aby się nieco rozbudzić. Rozczesałam włosy i związałam je w luźny kucyk. Zarzuciłam na siebie piżamy: krótkie, miętowe spodenki i szarą koszulkę z nadrukiem kota. Uśmiechnęłam się do mojego odbicia. Wyglądałam jak nastolatka, która dopiero co poznaje życie. Spryskałam się moimi ulubionymi perfumami i wróciłam do pokoju. Podeszłam do łóżka i złożyłam delikatny pocałunek na policzku Dimiego. ...
    ... Chłopak otworzył oczy do połowy.
    
    - Cześć kochanie... - wychrypiał.
    
    Miał słodki głos, jeszcze niższy niż zazwyczaj. Zaśmiałam się, widząc, jaki jest zaspany.
    
    - Jeżeli się nie pospieszysz, to będziesz wyjadał glony z morza - pokazałam mu język.
    
    Chłopak mruknął coś pod nosem, wstał i podszedł do walizki. Był nagi. Widziałam jego idealne kształty pośladków, szerokie ramiona i umięśnione nogi. Nie dowierzałam, że śmiertelnik może być tak idealny. To po prostu młody bóg.
    
    Dimitriev włożył na siebie białe bokserki, czarne spodenki i koszulkę w kolorze khaki. Westchnął cicho, przypominając sobie wydarzenia minionej nocy. Przeczesał dłonią włosy i uśmiechnął się. Chwycił mnie za rękę i poprowadził na dół.
    
    Spodziewałam się jadalni nieco innej. Wydawało mi się, że hotele, pensjonaty, wille, które mają sezonowo niezliczoną ilość gości, będą próbowały podążać za modą i wystrój restauracji będzie raczej nowoczesny. Myliłam się. W pomieszczeniu znajdowało się kilkanaście małych, białych stolików. Wydawało się, że ich nóżki zrobione były z koronki. Na nich umieszczone były małe bukieciki skomponowane z kwiatów lawendy. Uśmiechnęłam się, spoglądając na szwedzki stół. Było tam wszystko, czego człowiek mógł zapragnąć, zamarzyć. Nałożyłam na talerz kilka grzanek i pastę z avocado. Na tacę postawiłam jeszcze jogurt truskawkowy i świeżo parzoną kawę. Jej aromat rozchodził się po całej jadalni. Usiadłam do stołu i grzecznie czekałam na swojego wybranka. Zjedliśmy śniadanie w ciszy. ...
«123»