1. Utulnia


    Data: 28.09.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... pomieszczeniu, gdzie przechowywane były tarcze i inne urządzenia strzelnicy. Tłukł się, ale mój najstarszy kolega Edek i Krzysiek zrobili z nim porządek.
    
    – Dowódź, Sebastian – powiedział mi, gdy tamten za bardzo się szarpał w tym kantorku.
    
    +++++
    
    Autobus czekał na nas w umówionym miejscu. Czule żegnani przez rodziców, rozpoczęliśmy naszą podróż marzeń. Wyjechaliśmy po południu, pokonując kilkanaście kilometrów po polskich drogach, aż dotarliśmy do granicy z CSRR. Lista, którą przedstawiliśmy pogranicznikowi, zgadzała się z jego zapisami. Po nim do autobusu wszedł celnik, który nie był tak wspaniałomyślny jak jego poprzednik i wybrał kilka bagaży do kontroli. Na szczęście niczego nie znalazł, więc mogliśmy kontynuować naszą podróż. Pierwszy nocleg przebiegł bez problemów, choć my chcieliśmy się spotkać z dziewczynami, co nasze opiekunki i opiekunowie bardzo utrudnili. Nastał kolejny dzień – dzień, w którym mieliśmy zdobyć „najważniejszy” szczyt górski i zejść do szkoły, gdzie zapewniono nam nocleg i wyżywienie. Ten pierwszy etap był najbardziej ekstremalny, jeśli w ogóle można mówić o ekstremum w tej sytuacji. Szliśmy pod górę, pokonując znaczne przewyższenie. To nie my myśleliśmy o naszym bezpieczeństwie, lecz nasi opiekunowie. Nasza wychowawczyni starała się zachować spokój, ale można było przypuszczać, że w niektórych momentach może pęknąć. Pozostała dwójka – nauczycielka WF-u w młodszych klasach oraz ojciec Włodka – wydawali się pewniakami. Pani Agnieszka, w ...
    ... typowym dresie, pokonywała trasę z łatwością, a ojciec Włodka, doświadczony w wyprawach, pełnił rolę przewodnika grupy. Planowano, że w schronisku na szczycie dołączy do nas słowacki przewodnik, Honza, dobry kolega pana Włodka. Cała grupa została zorganizowana w taki sposób, że na czele podążał pan Gustaw – ojciec Włodka, za nim szła grupa dziewczyn, nasza wychowawczyni, a następnie grupa chłopaków z wuefistką Agnieszką. Na końcu szliśmy ja i Włodek, pełniąc rolę ariergardy. Za nami nie miał prawa zostać nikt. Czułem się wyróżniony, pełniąc tak ważną funkcję. Włodek najwyraźniej opowiadał swojemu ojcu o mnie.
    
    – Sebastian, zamykacie kolumnę z Włodkiem, za Wami nie ma prawa nikt zostać. Nie zawiedźcie mnie. Wiem, że dacie radę – pamiętam jego słowa, które obaj z przyjacielem wzięliśmy sobie do serca. Przed nami były cztery bite godziny marszu do schroniska. Początek trasy był łagodny, ale już po godzinie zaczęło się mozolne nabieranie wysokości. W tym momencie dało się zauważyć, kto ma kondycję, a kto nie. Większość chłopaków oraz bardziej sprawne dziewczyny wysforowały się do przodu z nauczycielką WF-u. Na końcu zostały dwie papużki nierozłączki oraz nasze grubaski, Marysia i Ania. Większość towarzystwa miała małe plecaki, które trudno było nazwać turystycznymi. Poważne turystyczne plecaki miał ojciec Włodka, mój kolega Sławek i ja. Zwykłe, poczciwe brezentowe plecaki ze stelażem, nie to, co teraz. Dodatkowo Włodek taszczył apteczkę sanitarną wypożyczoną od PO-wca. Po dwóch ...
«1...345...37»