1. Jej dzień


    Data: 12.10.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    Owinięta skotłowaną kołdrą kobieta leżała bezładnie na połówce narożnika, kolejnymi pomrukami zbywając miarowe piknięcia elektrycznego zegara. Z nogami obok poduszki i głową płasko na materacu świeciła na kilometr przetłuszczoną cerą, a rozczochrane włosy pchały się do otwartych „na popielniczkę” ust.
    
    – Śpisz? – Męski głos oznajmiał koniec tego dobrego.
    
    Zerwała się natychmiast. Ubrana jedynie w majtki i wymiętą koszulę męża z kilkoma iksami za dużo, przypominała stracha na wróble. Za nic mając swój wygląd, a także stojącego nad sobą wielkoluda, skierowała wzrok ku drzwiom dziecięcego pokoiku. W jej poczynaniach z każdym miesiącem mniej było Pauliny Reszki, a więcej trybów instynktu macierzyńskiego. Bacznie nasłuchiwała płaczu. Na szczęście cisza.
    
    – Coś się stało?
    
    – To dla ciebie. – Jakub wyjął zza pleców bukiet czerwonych róż. – Dziś jest twój dzień.
    
    – Każdy dzień jest mój, odkąd jesteśmy we czworo.
    
    Fałsz jej beztroskiego uśmiechu zdradzały oczy żołnierza, który od miesięcy nie wychodził z okopów. Pomasowała obolały kark, po czym niezdarnie przyjęła prezent. Jeszcze półprzytomna, nie bardzo wiedziała co z nim począć. Podziękować, pochwalić gest? Dwuetatowa matka i gospodyni coraz gorzej odnajdywała się w roli żony. Trwały niezręczne sekundy, z których jak zwykle dźwignęło ją to pełne bezwarunkowej miłości spojrzenie Jakuba. W końcu zaciągnęła się głęboko kwiatami. Pachniały pięknie, ale i smutno. Światem, który porzuciła po porodzie.
    
    – Ten będzie tylko ...
    ... twój. Nie rodziny, nie zakochanych, ani nawet nie kobiet. Twój. – Upierał się. – Wziąłem dzisiaj wolne.
    
    Do Pauliny jakby nie docierał sens tych słów. Przeciągnęła się. Ziewnęła raz, potem drugi, tępym wzrokiem obserwując, jak mąż wkłada kwiaty do wazonu na komódce. Odruchowo sięgnęła po telefon. Ósmy marca, ukochany od dziesięciu minut powinien być w drodze do pracy.
    
    – Przecież nigdy nie rezygnujesz z zajęć.
    
    – Ale dzisiaj to zrobiłem. – Głos doktora chemii domagał się przypięcia orderu. – Zabieram dzieci do mamy, a ty masz w tym czasie porządnie się wyspać.
    
    – Mówiłam ci już, że nigdy nie pozwolę…
    
    Paulina uniosła się, jakby teściowa już ostrzyła sobie zęby na zupę z bobasów. Przed powiedzeniem o słowo za wiele powstrzymał ją gest przyłożonego do ust palca. Mężczyzna gorzko uśmiechnął się na myśl o matce, która nigdy nie miała dla niego czasu.
    
    – Jedziemy do ciebie.
    
    – Mama się zgodziła?
    
    – „Z przyjemnością ujarzmię tę waszą szarańczę. Przy starym i tak już nie poczuję się kobietą” – parodiował seniorkę.
    
    – Nie powiedziała tak!
    
    – Powiedziała.
    
    Paulina pokręciła głową. Oboje wiedzieli, że powiedziała.
    
    – Wychowała nas siedmioro i ciągle nie ma dość… – W kobiecie podziw mieszał się z rezygnacją.
    
    Kiedyś, dawno temu, zamierzała dorównać swojej matce. Powiększyć rodzinę do co najmniej dziesięciu istnień i przez resztę życia tańczyć z nimi w krainie wiecznej szczęśliwości. Dopiero na własnej skórze zrozumiała, z jak wieloma wyrzeczeniami wiąże się ...
«1234...11»