-
Jej dzień
Data: 12.10.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... więcej, szybciej i głębiej, ale jak to zwykle bywa, w chwili największego napięcia ruchy nagle ustały. Paulina westchnęła w proteście. Głuchy na wyrazy niezadowolenia mężczyzna zszedł z niej i poczekał, aż się podniesie. Z tylko sobie znaną cierpliwością pomógł ustawić się partnerce w lustrzanej pozycji zaręczynowego klęknięcia, gdzie jedną nogę ułożoną miała równolegle do jego, zaś druga zawisła mu na udzie. Czasem uprawiali miłość. Bywało też, że zwyczajnie się pieprzyli. Paulina jednak zawsze nazywała to baraszkowaniem. Niezależnie od tego, czy czerpała ze stosunku szlachetne uczucia, czy hedonistyczną rozkosz, zawsze nieustanne zmiany pozycji dawały jej czystą frajdę. Lubiła czuć się pożądana, wręcz uwielbiała inwencję męża. Chciała wierzyć, że ten bez ustanku rozmyśla, w jakich jeszcze akrobacjach mógłby ją posiąść. W tej obecnej nie dało się uniknąć bliskości. Jakub położył dłoń za głową kochanki. Kciukiem rozpoczął kolisty masaż karku. Para ust stworzyła pocałunek płomienny i nieporadny zarazem, co rusz przerywany urywanymi oddechami. Tak jak ostatnimi laty, kochankowie chcieli dać sobie więcej niż byli w stanie. Tymczasem druga ręka, królowa polowania, wygłaskała uniesioną nogę i wyściskawszy pośladki, zatoczyła kilka kółek na plecach. Wszędzie, także na piersiach, które same wepchnęły się między palce, zostawiała po sobie miłe ciepełko. Mimo że zajęte usta kobiety nie mogły protestować ani domagać się więcej, coraz częściej rozkoszne jęki wyrywały się z ...
... całuśnego knebla. Jakub wiedział, co z tym zrobić. Objął ją w talii i złapał za nogę, po czym szybkim ruchem przewrócił ich oboje na bok. Pod wpływem impetu łóżko niepokojąco zatrzeszczało. – Ej! – krzyknęła rozbawiona. Byli splątani jak winorośl. Ich ręce i nogi tworzyły skomplikowaną sieć, zrozumiałą tylko dla zakochanych. On sapał niskim głosem, ona unosiła się coraz wyżej. Zetknęli się czołami. Mężczyzna ze wzrokiem pełnym determinacji patrzył z najbliższej odległości w roześmiane oczy małżonki. Oprócz prozaicznego pożądania wyczytać dało się z nich wiele wyższych emocji, ale kto zaprzątałby sobie nimi głowę w takim momencie? Mocne wierzgnięcie Pauliny, prawie niezauważalne w silnych objęciach, nie przeszło bez echa w ich malutkim ekosystemie. Jakub dopełnił dzieła i znieruchomiał raptem kilka sekund po niej. Długo trwali przytuleni do siebie, jakby żadne nie chciało wziąć na siebie odpowiedzialności za rozłąkę. Gdy w końcu opadli plecami na pierzynę, przypomnieli sobie o świecie zewnętrznym. Ich pełne satysfakcji oddechy zestrojone były z tykaniem ściennego zegara, który tłumaczył, że ludzie za oknem śpieszą się dopiero na umówione kolacje. Pozostało jeszcze wiele czasu na cieszenie się sobą. – To było coś… – Paulina przerwała ciszę. Mąż tylko się uśmiechnął. Jego czoło zroszone było potem. Paulina pomyślała o wszystkim, co dla niej zrobił. O zorganizowaniu opieki dla dzieci i przekonaniu jej, że powinni spędzić ten dzień jakoś inaczej. O zadbaniu, by znów ...