1. Gala z pompą w lubelskim hotelu


    Data: 26.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    Wieczór zapowiadał się dla mnie nadzwyczajnie. Gala z pompą, w Hotelu Alter, w samym sercu lubelskiej starówki. Miałam wygłosić króciutki spicz o roli edukacji historycznej w budowaniu tożsamości lokalnych społeczności.
    
    Jako nauczycielka historii byłam przyzwyczajona do klas, kredy, podręczników... nie do srebrnych kieliszków, lśniących pod żyrandolami z kryształu.
    
    Ale skoro już założyłam tę srebrną suknię — tę, która opinała się na mnie jak druga skóra i miała z tyłu subtelne rozcięcie, przez które czułam chłód powietrza na udzie — postanowiłam chłonąć klimat. W tej eleganckiej kiecce, do której założyłam białe pończochy, czułam się bardzo kobieco. A nawet… seksownie.
    
    Już przy wejściu wyczułam jego wzrok. Ten specyficzny rodzaj męskiego spojrzenia — nie nachalnego, nie pospolitego — ale takiego, które przeszywa na wskroś.
    
    Zbliżył się chwilę później. Starszy, wytworny, z doskonale przyprószonym siwizną skroniami i spojrzeniem, jakby był przyzwyczajony do tego, że każda kobieta w końcu się przed nim zatrzyma.
    
    Nachylił się, jego głos był ciepły, miękki jak kaszmir.
    
    — Nie sądziłem, że na balu w Lublinie spotkam kobietę, która wygląda jak legenda... Pani musi uczyć historii.
    
    Zaśmiałam się, lekko onieśmielona. Spojrzałam mu w oczy — a on nie odwrócił wzroku.
    
    — Tylko niech pan nie mówi, że z wyglądu przypominam Bony Sforzy.
    
    Uśmiechnął się kącikiem ust, jakby coś sobie przypomniał.
    
    — Nie... Raczej Marię Antoninę. Tylko piękniejszą. I, mam ...
    ... nadzieję, znacznie bardziej szczęśliwą.
    
    Poczułam ciepło, które nie miało nic wspólnego z ogrzewaniem w tej stylowej sali. Coś mi mówiło, że ten wieczór może zakończyć się czymś więcej...
    
    Nie wiem, co bardziej mnie zaskoczyło — jego słowa, czy to, jak bardzo ich potrzebowałam.
    
    Niecodziennie spotyka się tak uroczych starszych panów…. Na co dzień jestem „panią od historii” — wiejską nauczycielką, co przyjeżdża do miasta starą Toyotą i nosi torby wypchane sprawdzianami.
    
    Ale tamtego wieczoru... byłam kimś innym. I on to mi ukazał.
    
    Nie cofnął się. Przeciwnie. Wciąż nachylony, szeptał coś o kobiecie z klasą… damie… Jego słowa muskały mnie jak jedwabna chusteczka.
    
    A ja... chciałam tego. Chciałam czuć, że jestem zdobywaną. Że on — mężczyzna z innego świata, pewny siebie, dojrzały, elegancki — właśnie mnie wybrał.
    
    Gdy uniósł dłoń, nieśpiesznie, i ledwo zauważalnie musnął moje ramię, przeszły mnie ciarki. Czułam, że “poluje” na mnie powoli, bez pośpiechu, jak ktoś, kto lubuje się w delektowaniu się smakami łowów.
    
    — Niech mi pani wybaczy śmiałość, ale... ta suknia wygląda, jakby została stworzona dla pani. I tylko dla pani.
    
    Pochyliłam głowę, udając zawstydzenie, ale dobrze wiedziałam, że właśnie tego pragnęłam — by adorował mnie jak kobietę z klasą.
    
    — A pan wygląda, jakby miał doświadczenie w składaniu niebezpiecznie skutecznych komplementów, — odpowiedziałam, zerkając na niego spod rzęs.
    
    Uśmiechnął się.
    
    — Bo pani wygląda, jakby zasługiwała na jeszcze ...
«1234...»