1. Gala z pompą w lubelskim hotelu


    Data: 26.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... więcej.
    
    Chciałam więcej. Chciałam czuć, że mnie pragnie. Chciałam, żeby patrzył na mnie nie jak na prowincjonalną nauczycielkę, ale jak na damę, i to taką, którą warto zdobyć. I on właśnie tak patrzył. Wyraźnie omiatał wzrokiem mój biust… Dekolt tej sukni był dość wydatny i sporo ujawniał… Pomyślałam - Ciekawe, czy podoba mu się, że mam tak obfite piersi?
    
    Czy zatańczymy? Czy przyciągnie mnie do siebie w takt jakiegoś wolnego, jazzowego kawałka i przytuli tak, że zapomnę, jak się oddycha?
    
    A może zaprosi mnie gdzieś w ustronne miejsce?
    
    Przez chwilę milczeliśmy. Wokół dźwięki jazzu sączyły się z głośników, a rozmowy gości stawały się jedynie tłem. On był blisko. Jego spojrzenie było jak promień światła skupiony tylko na mnie.
    
    I wtedy to zrobił.
    
    Delikatnie, prawie niezauważalnie, wsunął dłoń na moje plecy. Nie śpieszył się. Palce dotknęły skóry między łopatkami, tuż przy linii sukni. Jej wycięcie było głębokie — w końcu miała zachwycać, miała odsłaniać, miała kusić.
    
    Nie drgnęłam. Nie cofnęłam się. Przeciwnie — pozwoliłam, by jego dłoń prowadziła mnie powoli przez salę, jakbyśmy tańczyli bez muzyki, jakbyśmy należeli tylko do siebie.
    
    Jego ciepło przesiąkało przez moją skórę.
    
    — Marto… — powiedział, po raz pierwszy wypowiadając moje imię z taką czułością, jakby smakował je na języku. — Chciałbym, żeby ten wieczór był wyjątkowy...
    
    Spojrzałam na niego. Na jego siwiznę przy skroniach, na starannie zawiązany krawat. Jego dojrzałość jakość szczególnie mnie ...
    ... przyciągała.
    
    — Onieśmiela mnie pan, — wyszeptałam.
    
    Jego dłoń zacisnęła się lekko na moich plecach.
    
    — Jak panią ośmielić?... — powiedział z uśmiechem. — Na górze jest loża z widokiem na całe Stare Miasto. Tam, przy lampce czerwonego wina, moglibyśmy dokończyć tę rozmowę.
    
    I wtedy poczułam, jak powietrze staje się gęste. Jak wszystko inne przestało mieć znaczenie.
    
    Liczył się tylko on. I to, że adoruje mnie.
    
    Zatrzymałam się na moment, spojrzałam na niego spod lekko zmrużonych powiek.
    
    — Na górze? — powtórzyłam przeciągle, niby niepewnie. — A nie sądzi pan, że to zbyt... szybkie?
    
    W moim głosie było zawahanie, ale tylko dla pozoru. Bo było oczywiste, że pójdę. Że chcę, żeby prowadził. W myślach sama siebie upominałam: Marta, naprawdę? Ty już jesteś gotowa iść z nim na górę jak jakaś…
    
    Ale druga część mnie, ta zawstydzona i podniecona, mówiła: Właśnie dlatego idziesz. Bo nigdy nikt nie prowadził cię tak pewnie, tak zdecydowanie. Nikt nie adorował cię z takim smakiem.
    
    — Nie wiem sama... — mruknęłam, pozwalając, by kącik moich ust uniósł się w półuśmiechu.
    
    Jego spojrzenie zrobiło się ciemniejsze, bardziej głodne. Dłoń, która spoczywała na moich plecach, przesunęła się o centymetr niżej.
    
    — Marto… każda chwila, w której panią prowadzę, to dla mnie już nagroda. A loża… to tylko miejsce. Reszta zależy od pani.
    
    Zrobiłam krok. Jeden, potem drugi. Udawałam, że się waham, że jeszcze myślę. Ale tak naprawdę… każda cząstka mojego ciała już była po stronie ...
«1234...»