1. Gala z pompą w lubelskim hotelu


    Data: 26.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... pożądania głosem:
    
    — Nie udawaj, że tego nie chcesz. Cały wieczór byłaś gotowa. Czekałaś, aż ktoś wreszcie przestanie pytać i zacznie brać.
    
    I miał rację.
    
    Chciałam, żeby mnie rozszarpał z tego, co miałam na sobie.
    
    Żeby był silniejszy ode mnie.
    
    Żeby nie zostawił mi wyboru.
    
    Byłam jego zdobyczą.
    
    I w tym była cała słodycz tej chwili — że on dominował...
    
    Jego usta nie znały już litości. Całował mnie jak ktoś, kto nie miał w planach się zatrzymać. Jego język wdarł się między moje wargi gwałtownie, natarczywie, a dłonie…
    
    Och, dłonie zjechały po moich plecach, zahaczyły o suwak i bez żadnego pytania zaczęły go rozpinać.
    
    Srebrna suknia powoli opadała, centymetr po centymetrze, a ja oddychałam coraz szybciej.
    
    Nie protestowałam.
    
    Nie byłam już nawet zdolna do udawanego oporu.
    
    Tkanina zsunęła się z moich ramion, osunęła się z piersi, jakby sama chciała ustąpić jego dłoniom. A potem…
    
    Ten dźwięk.
    
    Ten szelest koronki mojego stanika.
    
    Jego palce bezceremonialnie wsunęły się pod materiał, a ja jęknęłam, gdy zaczął go zsuwać z taką siłą, jakby każda przeszkoda między mną a nim była profanacją.
    
    — Nie będę czekał, — warknął mi do ucha. — Nie zasługujesz na czekanie. Jesteś zbyt boska, zbyt ponętna, zbyt gotowa. Cały wieczór o tym mówiłaś swoim spojrzeniem. I teraz… jesteś moja.
    
    Objął mnie w talii i niemal rzucił na miękki skórzany fotel. Upadłam na plecy, rozchyliłam uda — jakby nie było już żadnej potrzeby grać.
    
    On rozpiął marynarkę, rzucił ...
    ... ją gdzieś na bok, potem krawat… szedł po mnie jak drapieżnik.
    
    A ja?
    
    Leżałam tam, w koronkowej bieliźnie, oddychając ciężko, czując wilgoć między udami i myśląc tylko jedno:
    
    Niech mnie bierze. Mocno. Bez pytań. Teraz.
    
    Zbliżył się do mnie jak zwierz. Bez cienia niepewności. Bez słowa.
    
    Gdy nachylił się nade mną, jego ręce nie były już czułe — były głodne. Jedną dłonią chwycił moje nadgarstki, uniósł je nad moją głowę i przycisnął do oparcia fotela. Drugą wślizgnął się między uda, tak mocno, że niemal westchnęłam z bólu — ale w tym bólu była rozkosz.
    
    — Marto… nie będę pytał. Teraz po prostu cię wezmę.
    
    Wbił się ustami w moją szyję, zostawiając ślady. Nie pieścił — znaczył teren. Przesunął językiem aż do dekoltu, zębami szarpnął koronkę stanika i odsłonił piersi bez najmniejszej delikatności. Jęknęłam. Ciało wyprężyło się samo, jakby czekało na ten moment od dawna.
    
    — Te cycki... są jak stworzone do tego, bym się nimi zajął, — warknął, zanim wpił się w nie ustami. Ssał je. Ssał jednocześnie starając się lizać. Wreczie przygryzał mi sutki, gryzł, całował je tak zachłannie, jakby chciał je mieć całe dla siebie.
    
    A ja się nie opierałam. Zresztą - jakże bym mogła, kiedy tak władczo trzymał mnie za nadgarstki. Czułam się taka zniewolona… Cała w jego władaniu…
    
    Tylko oddychałam coraz szybciej, coraz głośniej. Wzdychałam.
    
    — Ach… achhh.
    
    Jego palce wsunęły się pod koronkowe majtki jednym ruchem, a on jęknął:
    
    — Boże… jesteś mokra jak marzenie. I nawet nie ...
«1...3456»