-
Poplątane
Data: 27.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
Kierownica jest zimna, śliska i czarna. Lekko się uśmiecham, przecież dokładnie tak jak moja dusza. Czy aby na pewno ją mam? Późnymi wieczorami wciąż przekonuję siebie samego, że tak. Wtedy kiedy jestem sam, naprawdę sam. Nocą inaczej prowadzi się auto, mogę poczuć się jak w teledysku. Zapodajcie tylko jakąś smutną melodię. Gwarancja na viral. Prycham, szukając w kieszeni kurtki swoją ulubioną paczkę przyjaciół. Moje palce natrafiają w końcu na opakowanie papierosów. Zaciągam się. Długo, za długo. - Kurwa - rzucam wściekle w przestrzeń. Latarnie majaczą przed moimi oczami, rzucając jasną, zbyt jasną poświatę. Jadę zdecydowanie za szybko, ale i tak kątem oka jestem w stanie zobaczyć małą, wypaloną dziurę w nowych spodniach. Popiół spadł na materiał, przy okazji naznaczając moją skórę czerwonym, piekącym śladem. Zaciągam się znów, nieco krócej, ale i tak wystarczająco, abym mógł przypomnieć sobie wczorajszy, żenujący wieczór. - Myślisz, że pozjadałeś wszystkie rozumy, tak? Że ci kurwa wszystko wolno? Że możesz sobie ot tak przyjść, powiedzieć co myślisz i głupio się uśmiechać?! - jej krzyk już nie robił na mnie wrażenia. Może jeszcze rok temu, serio, schowałbym twarz w dłoniach i czuł te przerażające pulsowanie w głowie, które zwiastowało najgorsze. Teraz po prostu na nią patrzyłem i dostrzegałem jak bardzo się zmieniła. W oczach dawne iskierki wygasły, pozostał tylko chłód i pustka. Dużo gniewu też. - A co mam zrobić? Patrzeć na ciebie w milczeniu, a potem usiąść ...
... i zostać na herbatę? - kpina w moim głosie nie umknęła jej uwadze. Jej oczy zrobiły się wielkie i czarne. Nie przypominałem sobie, żeby kiedykolwiek takie były. - Po prostu wypierdalaj! Nie było cię pięć lat! Pięć pieprzonych lat! Dlatego jedyne co możesz teraz zrobić to zabrać swoje graty i wyjść przez te drzwi! - jej palec wskazujący skakał nienaturalnie w powietrzu jak opętany, a całe ciało napinało się, jakby czekała tylko na atak. Lwica broniąca swoich pieprzonych, przeklętych spraw. - Dobrze ci było? - w moim głosie usłyszałem irytację pomieszaną z nutą ciekawości. Naprawdę, byłem ciekawy, choć wiedziałem, że cokolwiek teraz usłyszę, nie będzie miłe. Zresztą, czy teraz naprawdę to mogło cokolwiek zmienić? Na jej twarzy pojawiło się coś na kształt zdziwienia. Poprawiła na sobie obcisłą, białą koszulkę i odgarnęła włosy do tyłu. Była zdenerwowana i zmęczona. Widziałem, że nie spodziewała się tego pytania, ja też nie. - Najlepiej na świecie - rzuciła nadąsana i obróciła się do okna. Teraz dostrzegałem, że miała na sobie te śmieszne, czarne spodenki, które wybieraliśmy razem w warszawskiej galerii. Żółte, uśmiechające się kaczuszki spoglądały na mnie, teraz jakoś zupełnie smutno. Wciąż miała dobrą figurę, może nawet lepszą. Tyłek lekko podniesiony, bardziej odstający niż te cholerne, pięć lat temu. - I jak ci jeszcze było? - przysunąłem się do niej. Stała zapatrzona w okno. To była całkiem ruchliwa ulica, dużo świateł, szyldów, bilbordów. Stukała nerwowo ...