-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... wsadziłem do zamrażarki, jak starzy poszli do pracy, a Kotek ma przynieść zapojkę. Będzie ostro. – Emocjonował się. – Podobno dzisiaj ma przyjść ktoś nowy od anglika. – Zmieniłem na chwilę temat. Przez pierwsze dwa tygodnie na angielski zamiast Sandała przychodziła jakaś baba. – Ta, słyszałem – odpowiedział bez entuzjazmu. – Co to za różnica, kto nas uczy. I tak trzeba wkuwać, jeden chuj. – No wiesz, wolałbym mimo wszystko kogoś bardziej spoko, niż Zalewską. – Podobno to jakaś młoda dupa, niewiele starsza od nas. – Do szatni wparowali Jordan, Kotek i Grucha, który włączył się do dyskusji. – I z tego, co słyszałem od kumpla z osiedla, przyszła z innego warszawskiego liceum i jest spoko. – Dla ciebie Grucha to wszyscy są spoko. – Jordan rzucił w kumpla butem. – A z Zalewską to byś pewnie na małe macanko się umówił i ssał te kozie, zwisające cyce. – Pierdol się, walikoniu – odparował Grucha. – Przy mnie przynajmniej laski się kręcą, bo potrafię je zabajerować, a ty z tą swoją czerstwą gadką co najwyżej możesz poderwać starą ropę z kiosku na dole. – Sam się pierdol, waligrucho! – Zagotował się Jordan. – Zobaczymy zaraz, czy będziesz taki chojrak, jak ci zakurwię z laczka! – Ej, spokój, do chuja ciężkiego! – warknął Mały, gasząc wojownicze zapędy obu. – Kotek, masz popitę? Dodajmy, że ksywa Grucha wzięła się od nazwiska Gruszkowski, a Kotek miał na nazwisko Sznaucer, więc przekornie dostał nicka będącego przeciwieństwem nazwiska. A moja ksywa? Też ...
... od nazwiska. Nazywali mnie Niemiec, od nazwiska Niemczycki. To tak gwoli ścisłości, żebyśmy operowali ksywami, a nie imionami, jak w jakiejś opowieści dla gejów. Oczywiście żartuję, nie mam nic przeciwko gejom, mam kilku kumpli waginosceptyków i to świetni goście. Jednak trzydzieści lat temu uważałem tak zwane pedalstwo za zakałę szkoły, narodu, a pewnie całej cywilizacji i gdybym dostał szansę na anihilację wszystkich homoseksualistów w Polsce (a przynajmniej w szkole i na osiedlu), skorzystałbym z niej równie ochoczo, co z możliwości zamoczenia swojego przyrodzenia w dziurce jednej z koleżanek z klasy. – Kotek, kurwa, słyszałeś? Masz popitę, jełopie? – Mały uniósł się i trzepnął kumpla w tył głowy. – Spierdalaj, pokrako! – Kotek, najniższy z nas wszystkich, a jednocześnie najbardziej wojowniczy. Ludzie często go nie doceniali, a on był jak bulterier, jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”. Podczas bójek nigdy się nie poddawał i nawet jeśli zbierał bęcki, walczył do upadłego. – Chyba chcesz z rana plaskacza zaliczyć. – Mały uśmiechnął się krzywo, łypiąc spod oka na najniższego z nas. – Spróbuj kurwa szczęścia, wczoraj taki łeb z bloku naprzeciw, wyższy o głowę, próbował coś mówić o mojej matce. I już nie próbuje. – Znowu awantura? – Wyjebałem mu tak z bańki, że ma nos w częściach. – Wpierdolą ci w końcu kuratora za to. – Jordan zmienił buty i czekał w progu szatni na resztę. – Ruszcie kapska, bo się spóźnimy. – Zamknijcie na chwilę mordy. – Uciszyłem ...