1. Bałtycki Rybak Dusz (III)


    Data: 22.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    Pierwszy dzień po powrocie z CSSMW. Baza grupy poszukiwawczo-ratowniczej Darłowo. Druga połowa listopada.
    
    — Słuchaj, Radek, co ja ci złego zrobiłem, że tak mi robisz na złość? — zapytał dowódca dywizjonu, gdy tylko wróciłem do pracy.
    
    Zdębiałem. Nie miałem pojęcia, o co mu chodzi. Patrzył na mnie poważnym wzrokiem, siedząc za swoim biurkiem. Stałem wyprężony jak struna, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
    
    — Ale panie komandorze, ja nie bardzo rozumiem… — wyrzuciłem w końcu z siebie.
    
    Popatrzył na mnie spode łba i pokiwał głową.
    
    — Nie wiesz, nabroisz i nie wiesz, niewiniątko jedno — mruczał pod nosem.
    
    Wstał i podał mi rozkaz personalny.
    
    — Masz, czytaj, to może zrozumiesz, co mi tu na głowę sprowadziłeś — powiedział, wręczając mi dokument.
    
    Był to rozkaz personalny o skierowaniu do naszego dywizjonu Klaudii i Marzeny. Nie widziałem w tym nic dziwnego. Były dwa wakaty, które zostały obsadzone.
    
    — Ale o co chodzi? — zapytałem ponownie, strojąc chyba głupawą minę.
    
    „Starego” to najwyraźniej wyprowadziło z równowagi. Nie miał siły się na mnie drzeć, więc wybuchnął gromkim śmiechem.
    
    — O to geniuszu, że sprowadziłeś tutaj dwie baby. Logistyk, jak się o tym dowiedział, to mało na zawał nie zszedł. Osobne sanitariaty, osobna izba odpoczynku, już nie mówię o całym tym pierdzielniku ze środkami higieny. Chuj z logistykiem, ale ja, postaw się w mojej sytuacji. Ani zakląć, ani opierdolić jak należy, a na dodatek będą miłostki, zaloty, romanse i inne molestowania. ...
    ... Dziękuję ci serdecznie – wyrzucił z siebie.
    
    Nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem. Zlustrował mnie wzrokiem.
    
    — I jeszcze się głupi śmieje — podsumował mnie.
    
    Śmialiśmy się obaj. Zbliżył się do mnie i objął mnie jak syna. Mocno, po męsku przytulił do piersi.
    
    — Były najlepsze — szepnąłem.
    
    — Wiem, wiem. Doszły mnie też słuchy, że teges z tą jedną, pokaż uszyska – odparł i bez pardonu chwycił obiema dłońmi moje małżowiny uszne.
    
    — Dowódco… — wyrzuciłem z siebie.
    
    — O, mięciutkie uszka, regularnie schodzi z krzyża, bardzo dobrze, wracasz do normalności — szybko odpowiedział po obmacaniu moich małżowin.
    
    Wrócił na swoje miejsce i usiadł wygodnie w fotelu.
    
    — A tak na poważnie, to jest problem z internatem dla nich. Muszę szukać czegoś w ośrodkach wypoczynkowych, przecież nie będą dojeżdżać z Ustki – rzucił już na poważnie.
    
    — Dowódca szuka dla jednej, dla tej Marzeny, ta druga zamieszka ze mną — odparłem.
    
    Zagwizdał z zachwytu. Zlustrował mnie wzrokiem.
    
    — Szybki jesteś, tak trzymać, dobre i to, że jedna osoba odpadła. Zmykaj do roboty – odpowiedział, kończąc ze mną rozmowę.
    
    ********************
    
    Klaudia pojawiła się u mnie po tygodniowym urlopie. Każdy z kursantów po zakończeniu szkolenia miał dwutygodniowy urlop. Wytrzymała tylko tydzień. Objuczoną bagażami odebrałem w niedzielne popołudnie z dworca PKS w Darłowie.
    
    Pragnąłem tego spotkania, pragnąłem swojego rudzielca. Tych jej przecudnych oczu, słodkich ust, tych słów „Kocham Cię” wypowiedzianych, ...
«1234...27»