-
Bałtycki Rybak Dusz (III)
Data: 22.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... Kurwa, zakochany facet, a zarazem, jakby ojciec. Dostrzegła to. Nie chciała takiej taryfy ulgowej. Pokłóciliśmy się o to dokładnie dwa dni przed wigilią. — Nie jestem małą dziewczynką, abyś mnie zawsze chronił, jestem ratowniczką — wrzeszczała na mnie. — Kocham cię i nie chcę cię stracić — wyrzuciłem z siebie w nerwach. — Zaufaj mi, nie chroń mnie za wszelką cenę, nie tędy droga — usłyszałem. Pierwszy konflikt, pierwsze kłótnie. Nie potrafiłem zmienić swych nawyków, swych obaw. Być może nie dorosłem jeszcze do tego, by tę młodą kobietę puścić samą na tej jakże trudnej ratowniczej drodze. Była ambitna, sumienna, zdyscyplinowana w pracy. Jednakże była bliską mi osobą, osobą, o którą drżałem, gdy sama leciała na akcję. Nie było tych akcji wiele. Jedno podjęcie chorego z promu „Silesia”, dwie z chorymi z kutrów rybackich i jedna na „Pomeranii” z samobójcą, który wyskoczył i zginął w odmętach Bałtyku. Pogodziła nas Marzena. Nie wiem, dlaczego, będąc na wspólnym dyżurze z nią, otwarłem się i opowiedziałem jej o naszym konflikcie. — Jesteście jak dzieci, żadne nie ustąpi w walce o żółte grabki, które się wam podobają. Daj jej trochę swobody, puść ją wolno, ale kontroluj. Ona tego potrzebuje – wyjaśniła mi przy dobrej kawie. Zaprosiłem ja na wigilię. Pamiętam zaskoczenie Klaudii. Drugim zaskoczeniem dla Marzeny były dwa puste nakrycia przy stole. Jedno dla Agnieszki, a drugie według tradycji. — Wiedziałam, ale bałam się zapytać, chłopaki mi powiedzieli ...
... — rzuciła Marzena, widząc to ekstra nakrycie. Klaudia spojrzała na mnie ciepłym wzrokiem. Wiedziałem, że na mnie się już nie gniewa. Przełamaliśmy się opłatkiem i wpadliśmy sobie w ramiona. — Nie szkoda wam czasu na takie głupoty? — zapytała Marzena. Drżącymi rękoma otwierałem prezent od ukochanej. Trafiła w sedno. Najnowszy model Multitoola Leathermana był tym, o czym marzyłem. Ucałowałem ją mocno w usta. — Dziękuję, bardzo dziękuję kochanie — szepnąłem, tuląc ją do siebie. Marzena wyciągała kolejne paczki spod choinki. — To dla ciebie Klaudia — rzuciła, wręczając koleżance spory pakunek. — Co to? — zapytała zdziwiona Klaudia. Wiedziałem, że marzyła o tej błękitnej koronkowej sukience. Zawsze, gdy mijaliśmy wystawę, zatrzymywała się na chwilę, by pocieszyć nią oko. Zmusiłem ją raz, byśmy weszli do środka. Potem wróciłem tam sam i zapytałem sprzedawczynię, czy określi rozmiar dla rudej kobiety. — Typowa czterdziestka, bez dwóch zdań — odparła, patrząc na mnie. — Poproszę plus zestaw bielizny — rzuciłem. — Bielizna, w jakim kolorze? — zapytała. — Zdaje się na panią, ma być cudnie — odparłem. Klaudia, ubrana w elegancką czarną sukienkę, rozpakowywała prezent. Widziałem ten błysk w jej oczach, gdy wyciągnęła sukienkę. Rozejrzała się wokół i skupiła swój wzrok na mnie. — Zwariowałeś, ona kosztuje majątek — rzuciła. Odrzuciła sukienkę na bok i rzuciła się na mnie. Skoczyła na mnie, oplatając mnie swoimi dłońmi i nogami. — Ty wariacie ...