1. Mama Mojej Przyjaciółki III: Rocznica


    Data: 14.02.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... łapczywiej. Taniec języków, ślady jej oddechu na mojej skórze, nasze dłonie, które nie znały już granic, raz splątane, raz osobno, wędrujące po ramionach, plecach, szyi. Każdy dotyk niósł w sobie głód, ale i miłość, coś więcej niż namiętność, pragnienie bycia blisko do końca, bez reszty.
    
    Obróciłyśmy się. Weronika powoli położyła mnie na łóżku, sama układając się nade mną. Jej kolano między moimi udami, ręce po bokach mojej twarzy. Patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę, spojrzeniem, które nie potrzebowało słów, bo mówiło wszystko. Byłam jej. A ona była moja.
    
    Nasze usta znów się spotkały. Pocałunki stawały się coraz bardziej nieskładne, spragnione. Rytmiczne, a jednocześnie rozedrgane emocją. Jej dłoń sunęła wzdłuż mojego biodra, aż dotarła do zapięcia dżinsów, ale nie pospieszyła się, tylko dotykała mnie przez materiał. Powoli, z wyczuciem. Czułam ciepło i napięcie w każdej komórce ciała.
    
    Jej usta znów wróciły niżej, do moich piersi, całowanych, pieściły je jakby mówiły: „jesteś piękna”, „jesteś kochana”, „jesteś moja”. Każdy pocałunek był pocałunkiem miłości, nie tylko pragnienia. A ja, oddychając coraz szybciej, jedną ręką wtulałam się w jej kark, drugą ściskałam prześcieradło, próbując nie odpłynąć za szybko w tej fali czułości.
    
    To nie był pośpiech. To było świętowanie. Własne, ciche święto, które stworzyłyśmy tylko dla siebie z zachłannością, ale i czułością. Nasz rytuał. Nasz wieczór. Nasza rocznica.
    
    Weronika poruszała się z tą samą precyzją i czułością, z ...
    ... jaką kiedyś leczyła moje zwichnięte ramię tylko że tym razem chodziło o coś jeszcze delikatniejszego: intymność i zaufanie. Pochyliła się nade mną, jej długie włosy opadły jak aksamitna firanka między nami, i pocałowała mnie raz, drugi, dłużej. Jej usta znały każdy zakątek mojej skóry, jakby uczyły się mnie od nowa. I chciały zapamiętać wszystko.
    
    Nie wiedziałam, jak można tak bardzo czuć drugiego człowieka, nie tylko ciałem, ale każdą myślą, każdym napięciem pod skórą. Leżałam pod Weroniką, jeszcze wciąż osłonięta, a zarazem już całkowicie dla niej odsłonięta. Każdy jej gest był jak wyczekiwana odpowiedź na pytanie, które zadawałam w ciszy naszych spojrzeń.
    
    Zsunęła powoli moje dżinsy, z gracją, jakby odkrywała coś cennego, ukrytego tylko dla niej. Jej wzrok zatrzymał się na moich bordowych figach, a ja poczułam na sobie ciepło, które nie miało już nic wspólnego z temperaturą powietrza. Kiedy powoli zsuwając ze mnie dżinsy, odsłoniła bordowe figi, poczułam się jak dar, który właśnie jest odpakowywany z największą czcią. W jej oczach widziałam czułość, ale i pragnienie to, które nie pali, lecz ogrzewa nie pochłania, a koi. Pochyliła się i znów dotknęła moich piersi ustami nieśpiesznie, z tą samą uważnością, która wcześniej rozbrajała mnie spojrzeniem.
    
    Potem zdjęła swoją bluzkę, jeden płynny ruch, miękki jak cisza, która nas otulała. Jej ciało przytuliło się do mojego, skóra o skórę, gorąco na gorąco. Byłyśmy blisko, niemal nierozdzielne, oddychając w tym samym rytmie. ...
«1...345...11»