1. Mama Mojej Przyjaciółki III: Rocznica


    Data: 14.02.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... całym światem była dla niej tylko ja, i to miejsce, gdzie łączyła się moja wrażliwość z jej czułością. Jej język sunął po mnie z uwagą, miękkością, która wcale nie była słaba wręcz przeciwnie. Była we mnie we wszystkim, co czułam.
    
    Kiedy uniosła głowę, jej oczy błyszczały tym samym światłem, co latarnie odbijające się w Wełtawie za oknem. Spojrzała na mnie jak ktoś, kto odkrył w drugim człowieku prawdziwy dom.
    
    Nie zatrzymała się jednak. Jej dłoń, wilgotna od mojej skóry, przesunęła się w dół, miękko, naturalnie. Czułam, jak wchodzi we mnie, najpierw ostrożnie, potem pewniej i jak moje ciało reaguje na ten gest z taką łagodną gotowością, jakby wszystko w nas właśnie po to było.
    
    Jej palce poruszały się we mnie z czułością, ale i ogniem. Jakby każda ich krzywizna była zapisana dla mnie. Czułam ją w środku i na zewnątrz całą. A gdy jej usta znowu wracały do mojej łechtaczki, kiedy zsynchronizowała ruch języka z wewnętrzną pieszczotą, nie mogłam już zatrzymać siebie. Moje ciało pulsowało, zaciskałam powieki, a potem je otwierałam, nie chcąc zgubić jej pięknych szarych oczu, tych rozświetlonych źrenic, które mówiły mi, że jestem u siebie.
    
    Jej wolna ręka pieściła moją pierś, kciukiem zataczała kręgi wokół sutka, który drżał jak wyczekujący pocałunku po czym ustami wracała do sutków, do ramienia, do szyi. Czułam jej oddech, gorący, urywany, jakby i dla niej ta chwila była graniczna, jakby rozpuszczała się we mnie tak samo, jak ja w niej.
    
    W pewnym momencie, bez słowa, ...
    ... przesunęła się obok mnie. Jej ciało przylgnęło do mojego bokiem, a jej dłoń pozostała tam, gdzie należała, we mnie. Leżała teraz blisko, z twarzą wtuloną w moją szyję, jakby pragnęła nie tylko dawać rozkosz, ale być jej częścią. Jej palce poruszały się we mnie rytmicznie, miękko, ale z tą cudowną pewnością, która mówi: „znam cię, kocham cię, chcę cię teraz”. Kciuk z czułością i wprawą odnajdywał łechtaczkę, drażniąc ją w harmonii z wnętrzem, jakby chciała, by każda moja cząstka zatańczyła w tym samym rytmie.
    
    Czułam, jak moje biodra reagują mimowolnie, unosząc się ku niej delikatnie, błagalnie. Westchnienia wymykały mi się z gardła, niskie, drżące, coraz mniej powściągnięte. Mój oddech przyspieszał, urywał się na pół wdechu, jakby nie mógł dogonić tego, co działo się w moim ciele.
    
    Jej usta nie przestały całować mojego ciała, jakby znały drogę do każdego z moich zmysłów. Raz całowała mnie tuż pod uchem, innym razem przyciskała wargi do szyi, zostawiając ślad ciepła, który przeszywał mnie dreszczem. A jej palce... Jej palce były jak hymn odprawiana w skupieniu, pełna rytmu, oddania i miękkiej mocy.
    
    W jednej chwili poczułam, jak wszystko we mnie się zbiera, jak fala, która rosła w środku, nie pytając o zgodę. Moje ciało napinało się pod nią, moje dłonie chwyciły prześcieradło, jakby tylko ono mogło mnie zakotwiczyć w tej chwili. Jęknęłam, cicho, lecz intensywnie. To nie był krzyk. To było westchnienie duszy, która nie potrafiła już oddzielić siebie od niej.
    
    Spojrzała na ...
«12...567...11»