1. Na ratunek spetryfikowanej ksiezniczce!


    Data: 25.03.2026, Kategorie: Fantazja Autor: Sophie Nylon, Źródło: SexOpowiadania

    W ogrodach przed pałacem Czarnoksiężnika stało wiele rzeźb. Nie stanowiło tajemnicy, że każde z dzieł prezentowało efekt działania magii petryfikującej – to byli wrogowie Czarnoksiężnika zaklęci w kamień. Trzymał ich tak latami i odczarowywał dopiero wtedy, gdy mu się wreszcie znudzili lub potrzebował miejsca. Skamieniałe ciała tych, których uważał za zbyt niebezpiecznych, kazał rozbijać młotami.W bocznej części ogrodu, skryty pośród wysokich żywopłotów, stał biały, marmurowy posąg pięknej, nagiej elfki. Miała piękną, trójkątną twarz, długie włosy i szpiczaste uszy. Kształtne piersi, pośladki, łono oraz uda przyciągały ręce ciekawskich odwiedzających. Dotykanie rzeźb nie było wszakże zabronione.Wielu miało wrażenie, że dotyka żywej elfki, gdyby nie zimno i twardość marmuru. Niektórych dziwiło ponadto, jak nastroszone są brwi elfki. Jej przepiękne oblicze wyglądało na wściekłe i zaskoczone.Stojąca obok tabliczka przedstawiała ją jako elfią księżniczkę Yslennę. Niemalże sto lat temu podpadła Czarnoksiężnikowi i za karę została zaklęta w kamień. To mu nie wystarczyło, dlatego dłutem lub magią odłupał spetryfikowane ubranie, wystawiając Yslennę i jej piękne ciało na widok publiczny.Yslenna, jak każdy wróg Czarnoksiężnika skazany na ten okrutny los, pozostaje świadoma, widzi i słyszy, czuje ręce, które od dekad obmacują bezpardonowo jej piękne ciało. Nie może krzyczeć, nie może płakać. Trwa nieruchomo w swoim upokorzeniu, obnażona, wystawiona na pastwę deszczu i żyjących w ...
    ... ogrodzie gołębi.Jej księstwo boi się wypowiedzieć wojnę Czarnoksiężnikowi, która pochłonęłaby tysiące ofiar. Zresztą jej bratu wygodnie siedzi się na tronie. I innym niewola Yslenny jest na rękę. Zdaje się, że będzie tak cierpieć przez wieki. Ja jednak, jej najwierniejsza poddana, odkryłam tajemnicę, jak przełamać klątwę.Nie zbliżałam się za dnia do pomnika, choć pragnęłam Yslennie wyszeptać kilka słów otuchy, otrzeć jej policzki z ptasich odchodów. Wolałam nie zwracać uwagi Czarnoksiężnika i jego sług. Łajdak pozwalał macać rzeźby do woli, ale pilnował, by nikt nie próbował ich odczarować.Zakradłam się tam w nocy, przeskakując żywopłot, srebrny amulet na mojej szyi miał sprawić, że pozostanę niewidoczna dla magii tego miejsca. Aleje ogrodu oświetlały magiczne lampy, ale nikt ich nie pilnował.Przemykając w mroku, jak najdalej od lamp, dotarłam do miejsca, gdzie na trawniku stał pozbawiony postumentu marmurowy posąg. Księżniczka Yslenna, naga i piękna, wystawiona na widok z każdej strony. Nawet w nocy dobrze ją widziałam, bo magiczne lampy otaczały ją ze wszystkich stron, oświetlając szlachetne ciało. Ciemność ani na moment nie okrywała jej golizny.Z drżącym sercem weszłam w krąg światła i stanęłam przed Yslenną, z jej twarzą wykrzywioną w złości. Do czasu. Bolała mnie ilość ptasich odchodów na jej spetryfikowanych włosach, niegdyś kruczoczarnych, oraz ramionach. Planowałam i tak zaraz je zetrzeć.Na razie zdjęłam pelerynę i rzuciłam ją na ławkę obok, stając tak, by nastroszona ...
«1234...»