-
Najlepszy spacer w moim życiu.
Data: 16.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
Była ciepła sierpniowa niedziela, wstałem dość wcześnie mimo, że nie planowałem na ten dzień nic konkretnego. Zamierzałem odpocząć po całym tygodniu ciężkiej pracy,żadnych zajęć,wyjazdów, po prostu zwyczajne lenistwo. I faktycznie do południa wychodziło mi to bardzo dobrze, jednak po obiedzie w mej głowie zakołatała myśl, że w sumie to głupio tak cały dzień zmarnować siedząc na kanapie, zwłaszcza że powoli kończyło się już lato był ostatni sierpniowy weekend, wrzesień za pasem a wraz z początkiem nowego miesiąca pogoda miała się znacząco pogorszyć. Chwila zastanowienia i już wiedziałem jak spożytkuję resztę dnia, a przynajmniej pewną jego część. Jednym z moich ulubionych sposobów na spędzanie wolnego czasu było i z resztą nadal jest, przebywanie na łonie natury. Las to miejsce gdzie czuję się najlepiej, chłonę piękno przyrody, obserwuję zwierzęta, czuję naturalną więź z wszystkim co mnie tam otacza. Jednym słowem odpoczywam tam najlepiej. Jako że mieszkam na wsi, do najbliższego lasu mam nie więcej niż pięćset metrów w linii prostej. Ale ten niewielki fragment znam już jak własną kieszeń, więc postanowiłem,że wybiorę się nieco dalej, w mniej znane mi okolice. Przyszedł czas ma realizację moich zamiarów, założyłem stosowny strój, buty trekkingowe, długie spodnie i koszule z długim rękawem. -Kleszcze nie śpią- pomyślałem zakładając długą koszulę mimo panującej na zewnątrz wysokiej temperatury. Chwyciłem w rękę lornetkę którą zawsze zabierałem na swoje wypady, ...
... kluczyki od samochodu i wyszedłem z domu. Droga do upatrzonego przeze mnie celu nie była długa, raptem trzy kilometry, część asfaltem reszta polnymi drogami. Nie dłużej niż po dwudziestu minutach byłem na miejscu. Zaparkowałem auto na skraju lasu, szerokie pobocze szutrowej drogi pozwalało mi zostawić tam samochód i nie obawiać się, że będzie on tam komuś przeszkadzał. Zaczerpnąłem kilka łyków wody mineralnej, złapałem lornetkę i opuściłem pojazd. Las który rozpościerał się przede mną był sporym kompleksem, znałem go mniej więcej, z resztą w naszych lasach trudno jest się zgubić. To raczej wielkie fabryki drewna poprzecinane wzdłuż i wszerz drogami używanymi przez leśników i drwali. Jednak co uważniejszy wędrowiec potrafił znaleźć w nich miejsca w minimalnym stopniu zmienione przez człowieka, idealne do spędzenia w nich czasu i złapania odrobiny oddechu. Ruszyłem. Pewnym krokiem zmierzałem w głąb lasu. Jak zwykle w takich momentach nie miałem jasno określonego celu mojego marszu, zwyczajnie szedłem przed siebie i chłonąłem otaczające mnie miejsca. Zboczyłem z wąskiej dróżki i przedzierałem się przez gęsty podszyt. -Kurde, zaraz się w tych krzakach wywalę i tyle z tego będzie- pomyślałem. Po kilku chwilach nierównej walki z zaroślami postanowiłem odpuścić moje zapędy bycia jak Bear Grylls i zauważając przed sobą niezbyt głęboki rowek, przeskoczyłem go i wylądowałem na kolejnej leśnej drodze. Była szersza niż poprzednie i prowadziła w kierunku skrzyżowania. ...