-
Łazienkowa historyjka
Data: 17.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
Była sobota rano. Siedziały przy kuchennym stole, kosztując rogaliki i pijąc czarną kawę. Ewa wpadła do niej tym razem bez uprzedzenia, wracając z targu. Przyniosła słodkie śniadanie i zastrzyk nowych plotek ze swojego oddziału. Rozmawiały przez pół godziny o doktorze Dobrowolskim, brakach w obsadzie na dyżurze i nowym ratowniku z SOR—u, po czym Ewa wyszła za potrzebą. Gdy myła ręce w kuchennym zlewie, odezwała się do przyjaciółki z dezaprobatą. — Jak możesz tyle czasu mieszkać w takich warunkach? Ja dostałabym szału! — podsumowała przedłużający się remont łazienki Joanny, który według niej dezorganizował życie w mieszkaniu na ósmym piętrze wieżowca na gdańskiej Żabiance. Aśka uśmiechnęła się i dolała do filiżanek czarny, aromatyczny napój, którego pierwsza dawka powoli budziła ją do życia. — Dlaczego nie wyrzucisz tego guzdrały i nie weźmiesz porządnej firmy budowlanej, by dokończyć szybciej to, co masz od dwóch miesięcy rozbabrane — kontynuowała coraz bardziej poirytowana koleżanka. — Nie chcę firmy — skwitowała Joanna. — To zatrudnij chociaż innego majstra. Ten twój to jakiś amator! — Ewa nie dawała za wygraną. — Nie chcę innego fachowca. Mój jest naprawdę w porządku. Może troszkę za wolno idzie ten remont, ale za to Robercik jest bardzo dokładny. I potrafi wszystko dopieścić jak lubię. — Po ostatnim zdaniu Asia roześmiała się w głos, a Ewa otworzyła szerzej oczy ze zdumienia. — Co to znaczy „potrafi wszystko dopieścić”? — zapytała z zaintrygowaną ...
... miną, nie spuszczając wzroku z koleżanki. Wytarła ręce w papierowy ręcznik i usiadła na krześle. Znała dobrze swoją towarzyszkę wolnych chwil. Wiedziała, że ten ton może oznaczać coś więcej niż zwykłe zachwalanie kompetencji majstra. Spojrzała prosto w oczy Anny i krzyknęła z ekscytacją w głosie: — Opowiadaj mi tu szybko! I to już! Joanna wiedziała, że teraz będzie musiała wyznać swojej najlepszej powierniczce wszystko, jak na spowiedzi. Nie wymiga się już od tego, z pewnością. Nie wiedziała jednak od czego zacząć, bo wcześniej unikała rozmów o Robercie, jakby czuła, że jej stosunek do niego jest wyjątkowy i nie chciała zbyt wczesnym paplaniem zapeszyć czegokolwiek. W ten sobotni poranek rozbawiło ją urocze wścibstwo kumpelki, więc pokazała dołeczki w policzkach, które pojawiały się u niej podczas szczerego uśmiechu. Chciała zacząć opowiadać, ale nagle wstała, bijąc się z myślami. Trzymając w jednej ręce filiżankę, a w drugiej spodek, przeszła trzy kroki w stronę dużego okna. Spoważniała patrząc gdzieś daleko, jakby na linii horyzontu, miejscu styku nieba z morzem, zobaczyła coś niepokojącego. Ewa zastygła ze zdziwienia. Wpatrywała się w te sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu i sześćdziesiąt pięć kilogramów wagi bratniej, zmaterializowanej przed nią dziesięć lat temu duszy. Poznały się w szpitalu na Zaspie, gdy obie po szkołach pielęgniarskich zaczynały pracę na oddziale wewnętrznym. Tyle już lat spotykały się przy każdej sposobności, spędzając czas na pogaduchach, ...