1. Marta i monstrum. W lesie


    Data: 30.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    TO JEDYNIE PRZEROBIONY TEKST JAPANLOVERA. JA PODPOWIEDZIAŁAM MU KIERUNEK, ALE ON NAPISAŁ. TU TROCHĘ WYRZUCIŁAM, TROCHĘ DOPISAŁAM...
    
    Paczkę rozpakowywałam z drżeniem rąk. Nie spodziewałam się, że będzie taka duża. Niezły prezent na Mikołaja…
    
    ***
    
    Znów zeszło mi dłużej w szkole. Byłam zmęczona, ale uznałam, że spacer dobrze mi zrobi. Zatem poszłam hen, przed siebie, gdzie nogi poniosą. Może nie byłam odpowiednio na taki spacer ubrana, bo z powodu konferencji w szkole założyłam dziś jedną z ulubionych sukienek. Długą, ciemną, sięgającą troszkę za kolana, dość mocno rozkloszowaną. Oczywiście nie byłabym sobą, gdyby całości nie dopełniały - koronkowy komplecik bielizny, czarne pończochy z szerokimi manszetami i obowiązkowym wąskim pasem do pończoch. Na nogach miałam szpileczki, z filigranowymi sprzączkami i paseczkami obejmującymi mi kostki, na wysokim obcasie. Jak ja lubię wyglądać tak kobieco, także w pracy.
    
    Pogoda była piękna. Słoneczko, bezchmurne niebo, delikatny wiaterek miło chłodził twarz i rozwiewał włosy. Za szkołą była niewielka szutrowa dróżka prowadząca w stronę niedalekiego lasu. I tam się skierowałam. Do dalszej przechadzki zachęcał cień drzew nad ścieżką. Bez zastanowienia weszłam pod baldachim drzew. Nie myślałam o niczym ważnym, po prostu chciałam się trochę odstresować samotną przechadzką. Nic nie wskazywało ani nie zapowiadało tego co miało się zdarzyć już za moment. Dróżka skręcała, po lewej miałam niewielkie leśne jeziorko. Stanęłam na chwilkę by ...
    ... popatrzeć na wodę. I wtedy… Zobaczyłam na powierzchni wody coś dziwnego. Wyglądało jak jakiś wielki wąż. No ale anakondy w Polsce się nie pętają po leśnych jeziorkach. Jak zahipnotyzowana patrzyłam na sunące wodą ciemnoniebieskie z pomarańczowymi pasami i plamami cielsko. To coś dotarło w pobliże brzegu, przy którym stałam. Patrzyłam zafascynowana na to coś i zastanawiałam się, co to? Szkoda, że nie miałam telefonu, by zrobić fotkę i pokazać ją Beacie, biolożce ze szkoły. Po kilku chwilach zobaczyłam jak ten „wąż” jakby nagle pękł z przodu i z tak rozdziawionego stworzenia wyłonił się cały gąszcz elastycznych, sama nie wiem, wici, macek? No czegoś takiego.
    
    Nagle macki z prędkością błyskawicy wystrzeliły w moim kierunku. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić owinęły się na moich kostkach, wokół nadgarstków i w pasie. Poczułam jak jestem unoszona w powietrze i sunę ponad taflą jeziorka w stronę przeciwległego brzegu. Tutaj mnogość krzaków okalających polankę, tworzyło ustronny zakątek.
    
    Właśnie tam zostałam delikatnie sprowadzona na ziemię. Gdy poczułam grunt pod nogami, spróbowałam się wyrwać. Szarpnęłam się kilka razy, ale jedynie po to, by przekonać się, jak jestem bezradna. Stalowy uchwyt „węża” był jednocześnie delikatny. Powoli, ale w zdecydowany i nie pozostawiający mi żadnego pola manewru sposób, zostałam położona na trawie. Poczułam jak moje ręce są wyciągane w bok, tak, że leżałam niemal ukrzyżowana. To stworzenie było nadal delikatne, ale czułam jego potężną siłę i ...
«1234...»