1. Braterstwo cz. 12


    Data: 15.06.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    - Wstawaj! Musimy uciekać! - wyszeptany krzyk i szarpanie za ramię obudziły mnie z twardego snu. Półprzytomny zerwałem się i pomknąłem za znikającymi w zaroślach pośladkami Mbu. Nie było czasu na zastanawianie się nad czymkolwiek. Zresztą byłem jeszcze półprzytomny po wyrwaniu z głębokiego snu. Wiedziony instynktem samozachowawczym przemykałem pomiędzy krzakami, bardziej posiłkując się słuchem niż wzrokiem. Mark biegł tuż za mną. Dziwna sprawa, ale biegnąc za Mbu, po kilkunastu minutach zauważyłem, czasem słabo a czasem bardzo wyraźnie wyczuwalny zapach spermy. Przecież od naszego seksu minęło już sporo czasu, a poza tym wcześniej – to znaczy wtedy, gdy uciekliśmy z wioski biegłem dość blisko niej i nic nie czułem. Było jeszcze bardzo ciemno, choć miałem wrażenie, że do świtu brakuje już naprawdę niewiele czasu. Po przebiegnięciu około kilometra, zaczęło się przejaśniać na tyle, że już byłem w stanie rozróżniać kształty. I wtedy dostrzegłem biegnącą przed Mbu jaśniejszą i jakże dobrze znaną sylwetkę mojej Ady. Jakaż to była radość, a zarazem niedowierzanie, że jest już wśród nas! Cała, zdrowa i przede wszystkim wolna! Wtedy nie zastanawiałem się, jakim cudem została oswobodzona, tylko cieszyłem się, że znów jesteśmy razem. I że podjąłem właściwą decyzję, nie zostawiając jej na pastwę losu. I szesnastu bzykaczy. Ach! Teraz uświadomiłem sobie, skąd pochodził dolatujący do mnie zapach – z pewnością nie od Mbu. Im bardziej się rozjaśniało, tym więcej szczegółów mogłem dostrzec. ...
    ... Ada miała włosy posklejane, jakby wypsikała na nie pełen spray lakieru. Zresztą prawie cała jej skóra była pokryta zaschniętymi plemnikami, tworzącymi półprzeźroczystą skorupę.
    
    Zindu prowadził nas tylko sobie znanymi ścieżkami i w kierunku, który jak mniemam, miał nas oddalić od porywaczy, a jednocześnie nie zbliżyć zanadto do potencjalnej grupy pościgowej, wysłanej przez Ukele. Zdaliśmy się całkowicie na jego znajomość terenu, zwyczajów i sposobu myślenia tubylców. Z jego wiedzą i osłonięci dosyć gęstymi krzewami, czuliśmy się w miarę bezpiecznie, jednak to wkrótce miało się zmienić. Wybiegliśmy na odkrytą równinę, zmierzając w kierunku zarośli znajdujących się po drugiej stronie. Zindu krzyknął, że za tymi zaroślami płynie rzeka, za którą będziemy już bezpieczni, bo tam kończy się teren jego plemienia. Prawdę mówiąc, ledwo już powłóczyliśmy nogami po całonocnym pościgu, ale majaczące w oddali zarośla, będące obietnicą rychłego odpoczynku, jakby wyzwoliły lekki optymizm i zmobilizowały nas do większego wysiłku. Mniej więcej w połowie odległości dzielącej nas od bezpiecznego miejsca, kątem oka zauważyłem ruch po lewej stronie – na równinę wbiegało ośmiu wojowników, wśród których po sposobie poruszania się rozpoznałem Bale i Ukele. Tak więc nasze obawy się potwierdziły – byliśmy ścigani!
    
    - Gonią nas! - krzyknąłem ostrzegawczo do pozostałych.
    
    - Za nami też! - odpowiedział zamykający naszą grupę Mark.
    
    Odwróciłem się, by na własne oczy przekonać się, że porywacze Ady ...
«1234...»