1. Braterstwo cz. 12


    Data: 15.06.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... także właśnie wbiegają na równinę. Przyspieszyliśmy napędzani strachem i adrenaliną, co pozwoliło nam dobiec do rzeki, kiedy ścigający nas byli jeszcze kilkaset metrów z tyłu.
    
    - Musimy płynąć ostrożnie, bez gwałtownych ruchów i żadnych hałasów – ostrzegł nas Zindu – tu są krokodyle.
    
    Zawahaliśmy się jedynie przez chwilę, no bo za nami była pewna śmierć, natomiast przed - tylko hipotetyczna. Ostrożnie, w takiej samej kolejności jak podczas biegu weszliśmy do rzeki, mającej w tym miejscu około osiemdziesięciu metrów szerokości i powoli zaczęliśmy płynąć. Wiedziałem, że musimy się oddalić od brzegu na tyle, aby nie dosięgły nas włócznie naszych braci i ich kompanów. Kiedy minąłem połowę szerokości rzeki, poczułem się już trochę pewniej, choć groźba spotkania z krokodylem była wciąż aktualna. I tak naprawdę, dopiero na drugim brzegu będzie można odetchnąć, bo tam już z pewnością nie dolecą dzidy ścigających nas tubylców. Kiedy do brzegu brakowało mi około dwudziestu metrów, Zindu, Ada i Mbu już na niego wychodzili. Wtedy usłyszałem głośny plusk. Po chwili całą serię plusków. Obejrzałem się nerwowo – Ukele i jego ludzie zbierali zalegające na brzegu kamienie i rzucali nimi w naszym kierunku. Szkoda im było dzid, które przy tej odległości byłyby mało celną bronią, więc postanowili zainteresować nami krokodyle. Po chwili dołączyli do nich porywacze Ady. W naszym kierunku leciał grad kamieni. Wraz z Markiem, przerażeni perspektywą zapoznania się z gadzimi szczękami, ...
    ... zrezygnowaliśmy ze stylu klasycznego i już nie bacząc na hałas zaczęliśmy jak najszybciej płynąć kraulem.
    
    Do brzegu brakowało nam już zaledwie kilku metrów, kiedy usłyszałem przeraźliwy wrzask Mbu. Gdy spojrzałem przez ramię, zobaczyłem za sobą kotłującą się wodę i ogromną plamę krwi w miejscu, gdzie powinien być Mark. Z przerażenia puściły mi zwieracze. Zesrałem się i zeszczałem jednocześnie, dostając przy tym dodatkowy zastrzyk adrenaliny. Resztką sił dotarłem do brzegu, na który z błotnistej brei blokującej moje stopy, tuż przed zamykającą się szczęką potężnego krokodyla, wyrwał mnie Zindu razem z Adą. Odciągnęli mnie kilka metrów dalej, skąd już bezpieczni, z przerażeniem patrzyliśmy na walkę krokodyli o rozszarpane szczątki naszego towarzysza. Włosy zjeżyły mi się na głowie a całe ciało pokryło się gęsią skórką na samą myśl, że równie dobrze to ja mogłem skończyć jako śniadanie wygłodniałych gadów. Wrzask rozpaczy Mbu jeszcze bardziej potęgował uczucie przerażenia. Jedynym pocieszeniem było to, że kiedy wody rzeki uspokoiły się po skończonej jatce, Ukele z resztą wojowników usatysfakcjonowanych dokonaną zemstą, odeszli w kierunku swoich wiosek. Przynajmniej z ich strony już nic nam nie groziło. Nadal jednak byliśmy nadzy i daleko od cywilizacji. Prawdę mówiąc, dość już miałem afrykańskich przygód. Teraz myślałem tylko o bezpiecznym powrocie do domu.
    
    Mbu rozpaczała, lamentując i zanosząc się od płaczu, więc Ada poszła ją pocieszać. Odprowadziła ją nieco dalej od rzeki, jednak ...
«1234...»