1. Za linią snu. Cz.3


    Data: 26.06.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... — Bo dziś noc dopiero się zaczyna.
    
    Obroża zatrzasnęła się z kliknięciem.
    
    Gdzieś, gdzieś daleko...
    
    Pik
    
    Zbyt cicho, by przeszkadzało. Ale wystarczająco, by poruszyć coś w głębi.
    
    Damian przez chwilę miał wrażenie, że pokój się przechylił. Że Marta mówi coś, ale słowa zlewają się w szmer.
    
    — Co...? — zaczął, ale nie dokończył.
    
    — Cicho — przerwała mu. — Skup się. Tu jesteś. Ze mną.
    
    I znów... tylko ona. Jej głos. Jej dłonie. Jej rozkazy. Jej śmiech, gdy kazała mu iść na czworakach do balkonu, z obrożą na szyi i miseczką w dłoniach. Sąsiedzi nie mogli widzieć. Ale mógł ich sobie wyobrazić. Patrzących. Oceniających. Podniecających się jego wstydem.
    
    A Marta? Stała naga za nim, z papierosem w ustach i szeptała mu do ucha:
    
    — Jesteś tylko snem. Moim snem. Moim cieniem. I tylko ja zdecyduję, kiedy się obudzisz.
    
    I wtedy… wszystko zamarło. Na ułamek sekundy. Zatrzymane, jak zdjęcie.
    
    Pik
    
    Pik
    
    Pikpikpik
    
    Ale on już tego nie słyszał. Bo znów był w jej ramionach. I świat był tylko tym, co mówiła Marta. A ona miała jeszcze mnóstwo pomysłów na noc.
    
    — Wstań — rzuciła Marta, odstawiając kieliszek na niski stolik. — I przyjdź tutaj.
    
    Zerwał się natychmiast, jak pies na niewidzialnej smyczy. W jej spojrzeniu nie było nic łaskawego. Jedynie chęć panowania. Chciała go w kawałkach — jego dumę, wstyd, oddanie. Jego ciało należało już do niej. Teraz sięgała głębiej.
    
    — Przynieś mi... to pudełko. To z szuflady. — Spojrzała na niego z lekkim przekrzywieniem ...
    ... głowy. — Wiesz, które.
    
    Wiedział. Znał je. Czarne, z magnetycznym zamknięciem, pachnące skórą i jakimś chemicznym chłodem. Zawsze miało nowe zawartości. Rzadko powtarzała zabawki. Lubiła testować.
    
    Przyniósł je, klęknął i podał jej bez słowa.
    
    Marta otworzyła pudełko z powolnością niemal ceremonialną. W środku znajdowały się cienkie opaski ze skóry, chromowane zapięcia, mała sprężynująca rózga i coś, czego jeszcze nie widział — krążek z silikonowymi wypustkami i krótkim pilotem.
    
    — Nowe? — zapytał, zanim zdążył ugryźć się w język.
    
    Marta spojrzała na niego z politowaniem.
    
    — Nie jesteś od pytań. Wiesz o tym. Ale tak. Specjalnie dla ciebie.
    
    Nałożyła mu opaski na nadgarstki i kostki. Metaliczne kliknięcia brzmiały jak uderzenia klamry w pustym pokoju. Potem krążek – wsuwała go mu między nogi z precyzją, bez pośpiechu, ale też bez pytania o zgodę. Gdy pilot zaskoczył i zamrugał diodą, poczuł lekkie mrowienie. Nieprzyjemne. Ale obietnica wisi w powietrzu.
    
    — Dziś nauczysz się cierpliwości. — Sięgnęła po rózgę i podniosła brew. — I wdzięku.
    
    Zostawiła go klęczącego i odeszła do łazienki, zostawiając drzwi uchylone. Słyszał szum wody, czuł zapach lawendy. Równocześnie pilot w jej dłoni zamrugał znowu — i nagle przez jego ciało przeszło ostre uderzenie prądu, niebolesne, ale intensywne. Zgiął się, jęknął.
    
    — To tylko poziom pierwszy — rzuciła z głębi łazienki. — Nie zrobisz mi dziś wstydu, prawda?
    
    Gdy wróciła, była naga. Jedynie na szyi miała cienką aksamitną ...
«1234...7»