-
Wiedźma Siedmiu Bram, rozdz. 1
Data: 11.07.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... trochę satysfakcji, a brunetkę uspokoić. Rozumiał przecież, że odpowiadają za jego bezpieczeństwo. Służyły w zamku od dawna, ale poprzedniej wiosny ukończyły szkolenie i od razu powierzono im to zadanie. Początkowo trochę się boczył, wolał jeździć po łąkach i lasach ze starym Borsem i jego chłopakami. To przecież łowczy przekazał mu wszystko, co wiedział teraz o koniach, podczas gdy gwardziści uczyli młodego panicza sztuki władania bronią. Lady Miranda tolerowała te zachcianki syna, w sprawie nowej eskorty przybocznej okazała się jednak nieugięta. I dobrze! Obydwie dziewczyny, starsze od podopiecznego o kilka lat, należały do prawdziwych ślicznotek, co potrafił właściwie docenić dopiero po pewnym czasie. Nie skąpiły mu też coraz to bardziej rozpalających zmysły widoków, a do tego także doprawdy coraz bardziej pobudzających przeżyć. Okazji nigdy nie brakowało, choćby podczas odbywanych w trakcie konnych przejażdżek ćwiczeń w posługiwaniu się orężem. Polubił zwłaszcza instruktaż dotyczący celnego wypuszczania strzał z łuku. Często przeradzał się on w naukę zapasów… Nie szkodzi, strzelać i tak już potrafił! Tak się zresztą złożyło, że właściwie cała przydzielona mu osobista służba składała się ostatnimi czasy z młodych i urodziwych dziewcząt, chętnie przyjmujących zainteresowanie ze strony dorastającego panicza i wręcz zachęcających do podejmowania różnych eksperymentów. Z dawnych opiekunów pozostał tylko mistrz Matteo. Podejrzewał, że uczonego starca trudno byłoby ...
... jednak zastąpić kolejną ślicznotką. – Mam cię, Marcusie! Uradowana Sudrun, przemknęła galopem, klepiąc młodzieńca w ramię. Zwolniła do kłusa i zrównała się z chłopakiem. Tamara dołączyła po chwili. Zdając sobie zapewne sprawę, że podopieczny celowo pozwolił się dogonić, zachowała w tej sprawie milczenie. – Musimy dać odpocząć koniom – zadysponowała. – Widzę tam dobry zjazd do rzeki. Podjedziemy stępa, to ochłoną. Wtedy je napoimy. Oczywiście miała rację. Ruszyli powoli, ciesząc się ciepłem słońca i wzajemnym towarzystwem. Zamek został gdzieś daleko, zasłonięty przez porośnięte lasem wzgórze. Ziemie pani Mirandy rozciągały się jednak szeroko, a jej talenty i umiejętności, wsparte silnymi oddziałami gwardii, zapewniały poczucie bezpieczeństwa. Dziewczyny nie zapomniały zresztą zabrać oręża, krótkich mieczy, oszczepów i łuków. Wszystko to tkwiło przytroczone do ich pasów lub siodeł. Nosiły lekkie, skórzane pancerze, przez plecy przerzuciły okrągłe tarcze. Dodawało to im specyficznego, groźnego uroku i podejrzewał, że głównie z tego powodu występowały uzbrojone. Któż ośmieliłby się najeżdżać włości potężnej lady Mirandy, a zwłaszcza napadać na jej syna? Gdy przybyli na miejsce, konie już trochę ostygły. Spragnione rwały się do wody. Najpierw jednak wytarli je wiechciami zeszłorocznej, zasuszonej trawy, potem dopiero wprowadzili w łagodny w tym miejscu i płytki nurt rzeki. Piaszczyste dno zachęcało do kąpieli. Oni także zdążyli się zgrzać. Gdy Marcus pochylił się, ...