1. Wygrałem dziewczynę współlokatora w karty (wkurzyła się)


    Data: 21.07.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    Wiecie co można zrobić najgłupszego na świecie? Postawić w zakładzie miłość. Powinna być bezcenna. I powinien wiedzieć to mój współlokator, zanim zrobił to, co zrobił.
    
    Nazywam się Filip, i gdy to się działo miałem lat mniej niż trzydzieści, ale po studiach. Co jakiś czas gram sobie ze znajomymi w pokera. W zależności od nastrojów, oraz alkoholu, potrafimy grać na chrupki, małe stawki, bądź nieco większe. Na karty zawsze przychodziliśmy też w odświętnych ciuchach, dla klimatu. Osobiście staram się jednak trzymać w ryzach. Co innego mój ówczesny współlokator Andrzej, któremu przeradzało się to już powoli w nałóg. Parę razy wracał z niemałą wygraną, niekiedy nawet po tysiąc złotych, by innym razem prosić mnie o pożyczkę na spłatę długów. Wtedy jednak był w stanie wszystko spłacać, więc nie zauważałem, że były to coraz większe sumy. Innego zdania była jego dziewczyna Marta. Też lubiła pograć, ale miała zasadę, by nigdy nie stawiać więcej, niż przyniosła. Starała się go przy tym trzymać, ale różnie jej to wychodziło. Jeśli chodzi o mnie, nie podejrzewałem siebie o żadne problemy... Przynajmniej do tamtego dnia. Bo po nim niemal zerwałem z pokerem na cokolwiek więcej niż wirtualne żetony.
    
    Graliśmy z Andrzejem i Martą u nas w mieszkaniu w standardowego Texas Hold'em. Był chłodny, choć słoneczny dzień. Każde z nas z początku stawiało po tysiaku. Każdy miał też po butelce piwa, co by umilić sobie rozgrywkę i pozwolić się ponieść emocjom. Wiadomo jak to jest, raz się wygrywa, a ...
    ... raz przegrywa. Marcie coś ewidentnie nie szło, więc ostatecznie przegrała niemal wszystko. Zdecydowała więc, że ostatnie dwie dychy zachowa dla siebie, po czym usiadła przy Andrzeju. Zostaliśmy tylko we dwóch. Andrzej jednak dość mocno się denerwował, jakby cały czas coś go gryzło. Z tego powodu łatwo dawał się łapać przy blefach, lub wiedziałem kiedy miał mocną rękę. Marta starała się go jakoś uspokajać, co grało na moją niekorzyść, ale w pewnym momencie dotarliśmy do momentu, że jemu zostało dwieście złotych, a ja miałem całą resztę puli, co z kolei irytowało dodatkowo Martę.
    
    Rozpoczęło się kolejne rozdanie. Marta, mimo siedzenia koło Andrzeja, rozdawała karty. Mi na rękę wskoczyła szóstka i ósemka. Jemu musiało wskoczyć coś mocnego, bo niemal z marszu wsadził pięć dych. Wszedłem, bo wciąż miałem szanse na kilka ustawień. Marta dołożyła kolejne trzy karty na stół. Były to ósemka, dama i dziewiątka. Andrzej niemal nie podskoczył na krześle.
    
    - Podbijam o pięćdziesiąt! - Niemal wykrzyknął, zachowując już tylko sto u siebie. Był cały w nerwach.
    
    - Pewny jesteś? - Spytała Marta. - Bo zaraz możesz przerżnąć.
    
    - Wszystko w porządku. Jestem tego pewien. - Odpowiedział, a na jego twarzy namalował się uśmiech zwycięstwa.
    
    - Sprawdzam. - Odpowiedziałem. i dołożyłem swoje. Chciałem jednak się co do czegoś upewnić, więc dodałem. - I podbijam o dziewięćdziesiąt.
    
    Na to Marta zrobiła spore oczy. To oznaczało prawie all ina dla Andrzeja. Oboje się na niego popatrzyliśmy. Wziął ...
«1234...»