-
Burak cukrowy
Data: 30.08.2026, Kategorie: Geje Autor: Kuba Skibidi, Źródło: SexOpowiadania
... powiekami. Resztkę samozaparcia poświęcam na oparciu się o drążek i powstanie z klęczek.Dociskający mnie do ziemi plecak wnet staje się lekki, jakby pomagające Królewnie Śnieżce ptaszki przyleciały wesprzeć mnie w mozolnej wędrówce do odzyskania pewności siebie.To jednak niefruwające stworzonka, a wielka jak bochen chleba dłoń kierowcy, unosi mój bagaż z gracją, jakby mój bagaż był wypchany kulkami papieru.- Wszystko okej? - melodyjnie głęboki głos wyrywa mnie z bajkowej krainy.Gwałtownie mrugam, oczyszczając rzęsy z kropel i wędruję wzrokiem wyżej, przez pokryte tatuażami, potężne ramię, przemokniętą do suchej nitki, podwiniętą pod łokciem koszulę, aż do okolonej kilkudniowym zarostem twarzy.Jest piękna.Czyżbym jednak był w bajce i wyśniony książę o głębokim spojrzeniu właśnie przybył mi na ratunek?A może to moja skołatana psychika podpowiada mi nierealny scenariusz, bo prawdą jest, że rzęsisty deszcz utrudnia mi dokładne zapoznanie się z rysami stojącego przede mną mężczyzny. Mogę być pewny jedynie jego zatroskanej miny. Brwi ma ściągnięte do siebie tak bardzo, że nad oczami powstała mu jedna, pozioma kreska.- T-tak, przepraszam - stękam piskliwym głosem i próbuję stanąć na równych nogach. To niewykonalne. Ból w kostce sprawia, że znów się chwieję. Tym razem jednak nie zdążam dosięgnąć ratującego życie pachołka, bo silne ramiona łapią mnie w ułamku sekundy.- To ja przepraszam, jechałem jak wariat. Nie myślałem, że w taką pogodę ktoś będzie szedł poboczem - mówi ...
... łagodnie.Spodziewałem się raczej gruboskórnego, kłótliwego typa, z którym przyjdzie mi stoczyć potyczkę o to, że szedłem złą stroną jezdni, nie mam odblasków, albo inne o inne duperele, o których w stanie wzburzenia nie pomyślałem, a które miałyby sprawić, że wezmę na siebie całą winę za zaistniałą sytuację.- Nie ma sprawy, dam sobie radę - rzucam w odpowiedzi, bo nie wiem, co innego mogę dodać, by mnie zostawił. Wcale nie jestem pewien, czy dam. Właściwie, to najchętniej sturlałbym się do rowu i odpuścił absolutnie wszystko.- Z tą kostką? - rzuca z uśmiechem. - Powinienem wezwać pogotowie…- Nie trzeba - odmawiam szybko. Może zbyt szybko, choć wydaje mi się, jakby rozluźnił uścisk na myśl, że nie chcę karetki. Takie zawiadomienie mogłoby uruchomić też policję i całą procedurę związaną z odszkodowaniami. Nie wie, bo skąd ma wiedzieć, że jedyny powód, dla którego nie chcę takiej pomocy jest to, że koniecznością byłoby okazanie swojego dowodu osobistego. A tego nie chcę robić.- To może podwiozę cię gdzieś? Dokąd idziesz? - delikatnie popycha mnie w stronę swojego samochodu. Nie opieram się. Nie mam jak. Jestem zbyt słaby, a puchnąca kostka boli, gdy tylko próbuję na niej stanąć.Milczę, nie znając odpowiedzi. Nie wiem, dokąd idę. Przed siebie, daleko z tego zapiździałego miasteczka, w którym nie czekało na mnie nic prócz nienawiści.- Wiszę ci przysługę, więc nawet, jeśli to jest daleko, to nadłożę drogi - próbuje mnie przekonać. - Nie bój się, naprawdę nie chciałem ci zrobić krzywdy - ...