-
Aktorska gra Patrycji część 1
Data: 31.12.2025, Kategorie: Brutalny sex Twoje opowiadania Autor: Simonxx7, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo
Wszystkie postaci, imiona, miejsca oraz zdarzenia przedstawione w niniejszym opowiadaniu są wytworem wyobraźni autora. Ewentualne podobieństwo do osób, wydarzeń lub miejsc istniejących w rzeczywistości jest przypadkowe. Autor z góry przeprasza, jeśli jakiekolwiek fragmenty utworu wydałyby się czytelnikowi zbieżne z prawdziwymi sytuacjami. Aktorska gra Patrycji Ciemna, wąska uliczka w Warszawie tonęła w półmroku. Przy zaparkowanych autach dwóch mężczyzn stało w milczeniu, przerywanym jedynie trzaskiem papierosów i szumem przejeżdżających w oddali samochodów. — Dealer poprosił nas o interwencję w sprawie jakiegoś Łukasza — odezwał się niski, krępy facet o ostrych rysach twarzy. — Podobno jest reżyserem. Zalega z kasą już ponad pół roku. Ponad sto tysięcy. — Hmm… a my w ogóle go nie znamy, co? — odpowiedział wysoki, umięśniony towarzysz. Uśmiech, który pojawił się na jego twarzy w tym półmroku, wyglądał bardziej groźnie niż przyjaźnie. — Wiesz chociaż, gdzie go szukać? Jakiś adres? — Nic konkretnego. Dealer mówił tylko: Łukasz, reżyser. Resztę musimy ogarnąć sami — rzucił niski, strząsając popiół na asfalt. — Czyli klasyka — mruknął wysoki. — Trzeba będzie go „przekonać”, żeby przypomniał sobie o długu. Rozejrzeli się po uliczce. Po jednej stronie migotało światło niewielkiej knajpki z jedzeniem na wynos — miejsca, które dealer często wybierał na spotkania z klientami. Teraz mogło posłużyć ...... jako punkt obserwacyjny. Wiedzieli, że muszą działać ostrożnie. Gość był dla nich kompletnie obcy, a pół roku zwłoki i taka kwota nie pozostawiały miejsca na błędy. Spojrzeli po sobie, jakby oczekując, który pierwszy przejmie inicjatywę. Wysoki odchrząknął i przejechał dłonią po karku. — Skoro nie mamy dokładnych informacji, zaczniemy od drobnicy. Podobno mieszka gdzieś na Żoliborzu, w okolicach Słowackiego. Knajpka może być dobrym startem. Ludzie przychodzą i wychodzą — ktoś może znać jego zwyczaje. Niski skinął głową i zatrzymał się w cieniu auta. — Dealer pokazał nam jego zdjęcie z Facebooka. Z tym łatwiej będzie go wyłapać w tłumie — dodał po chwili. — Sprzedawcy w knajpie go kojarzyli. Czasami wpadał, rozmawiał z innym klientem. Wiedzieli, że to on, ale trzymał się tylko swojego dilera. Na tym trop się urwał. Po krótkiej ciszy wysoki odezwał się ponownie: — Zróbmy tak. Od jutra zaczynamy na Słowackiego. Tam będzie większa szansa, że ktoś go rozpozna i wskaże, gdzie mieszka. — Zgadza się — przytaknął niski. — A z doświadczenia wiemy, że najlepiej pytać starszych ludzi. Są rozmowni, znają wszystkich z widzenia. Spojrzeli po sobie porozumiewawczo. Plan był prosty. Ciemna uliczka nadal tonęła w milczeniu, ale teraz każdy ich ruch miał już konkretny cel. Wiedzieli jedno — ten „reżyser” wciąż pozostawał dla nich zagadką, a do odzyskania było ponad sto tysięcy złotych. Następnego dnia Żoliborz budził się do życia. Poranny gwar mieszał się z odgłosami ruchu ulicznego, choć ...