-
Aktorska gra Patrycji część 1
Data: 31.12.2025, Kategorie: Brutalny sex Twoje opowiadania Autor: Simonxx7, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo
... głęboko. Pozycja misjonarska. Mogła widzieć jego twarz, wykrzywioną ekstazą. I wtedy to przyszło. Każde pchnięcie było celne, perfekcyjne. Tarło o jej łechtaczkę, wypełniało ją, napędzało. Jęk, który wydobył się z jej gardła, nie miał w sobie już nic z oporu. Był czysty, przenikliwy, pełen potrzeby. Czuła, jak coś w jej wnętrzu zaciska się, gotowe eksplodować. — Tak, tak, kurwa, dochodź — warknął on, przyśpieszając. I ona dobiegła. Orgazm wstrząsnął nią jak grom, falą skurczów tak intensywnych, że wygięła się w łuk, krzycząc w niepamięć. Jej własne wnętrze ściskało go, wyciskało z niego finał. Czuła gorący wytrysk w głębi siebie, napełniający ją, przelewający się. Obfity, kończący. Kiedy się odsunął, ciepła, biała struga pociekła z niej na prześcieradło. Mężczyźni w milczeniu się ubrali, poprawili ubranie. Łysy pochylił się nad nią, leżącą rozbitą i drżącą. — Nieźle, laleczko. To był tylko pierwszy raz. Wyszli. Patrycja leżała nieruchomo, czując jak jej ciało pulsuje resztkami rozkoszy, a umysł zalewa fala lodowatego wstydu. Skuliła się, przyciągnęła do siebie brudny kocyk które wchłonął zapachy potu, spermy i jej własnej hańby. W uszach wciąż dźwięczały ich słowa: „To dopiero początek”. A teraz ta nowa, ciepła, obca wilgoć bulgocąca i wypływająca z jej wnętrza. Zastanawiała się, ile jeszcze może się zmieścić. Zaciśnięte powieki nie mogły powstrzymać kolejnych łez, ale te już nie były gorące od wstydu. Były letnie, bezsilne. I wtedy usłyszała skrzypnięcie podłogi. Po ...
... drugiej stronie ściany panował półmrok. Lustro weneckie odbijało jedynie fragment saloniku obserwacyjnego — ciemne drewno, niską lampę, trzy sylwetki stojące w ciszy. Marek stał najbliżej szyby. Ręce miał splecione za plecami, postawę spokojną, niemal urzędową. Nie komentował. Patrzył uważnie, jak ktoś, kto sprawdza przebieg procesu, którego wynik i tak jest przesądzony. Obok niego Waldek oparł się o kredens. Co jakiś czas zmieniał ciężar ciała z nogi na nogę, jakby napięcie próbowało znaleźć ujście w drobnych ruchach. Jego twarz była twarda, skupiona. Przez chwilę odwrócił wzrok, potem znów spojrzał w lustro. Janusz stał nieco z tyłu. Najciszej. Najbardziej nieruchomo. Jego spojrzenie było chłodne, analityczne — jakby notował coś w pamięci, bez emocji, bez potrzeby oceniania. Kiedy jeden z łysych mężczyzn wykonał krok w bok, Janusz lekko uniósł brew, ale nie powiedział nic. Za szybą widać było tylko fragmenty ruchów, zmiany pozycji, napięcie ciał. Dźwięki nie dochodziły. To miejsce było zaprojektowane tak, żeby nic nie zakłócało obserwacji. — Długo to potrwa? — zapytał w końcu Waldek, półgłosem. Marek nie odwrócił się. — Tyle, ile trzeba. Znów zapadła cisza. Janusz spojrzał na Marka, potem z powrotem na lustro. Jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko skinął głową — krótko, niemal niedostrzegalnie. Zrozumienie było pełne. Polecenia nie trzeba było wypowiadać na głos. Dla nich to nie była scena. To była kontrola. Potwierdzenie, że wszystko przebiega zgodnie ...