1. Parobek


    Data: 31.03.2026, Kategorie: Geje Twoje opowiadania Autor: blnsklave, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo

    ... obscenicznie przed nim.
    – Patrzcie go, suka cieszy się – zaśmiał się ochryple Stanisław. Odstawił kij i zaczął rozluźniać rozporek swoich brudnych spodni. – No chodź tu. Masz pragnienie? Ja ci je ugaszę.
    Marek podszedł, wiedząc, co nastąpi. Stanisław wyjął swojego starego, pomarszczonego penisa i zaczął sikać. Ciepły, cuchnący strumień uderzył w klatkę piersiową Marka, spływając po brzuchu i nogach. Marek stał nieruchomo, oczy wciąż utkwione w ziemi, czując, jak mocz wsiąka w jego skórę, 
    mieszając się z potem i kurzem. Zapach był ostry, zwierzęcy.
    – Wylizałbyś wszystko, co? – sapnął Stanisław, otrząsając ostatnie krople na twarz Marka. – Ale nie zasługujesz. Trzeba cię umyć śmierdzielu. Stanisław odkręcił zardzewiały kran przy ścianie domu i chwycił za gumowy wąż. Zimna woda, lodowata nawet jak na letni wieczór, uderzyła w Marka z siłą, która odebrała mu dech. Strumień bił w niego, zmywając zaschnięty mocz, pot i ziemię. Woda była tak zimna, że paliła. Marek zaczął mimowolnie drżeć, jego zęby szczękały. Stanisław kierował strumień celowo – między nogi, pod pachy, w twarz, każdorazowo utrzymując go tak długo, aż Marek wzdrygał się gwałtownie.
    – Myj się, bydlaku – mruczał Stanisław. – Dziś musisz się prezentować lepiej.
    Słowo „prezentować” zabrzmiało złowieszczo. Po „kąpieli” Marek stał przemoczony i drżący, woda kapała z niego na rozgrzany żwir, tworząc ciemne plamy. Jego erekcja nie zniknęła; zimno tylko sprawiło, że członek sterczał bezczelnie, różowy na tle sinej ...
    ... skóry.
    – Do domu – warknął Stanisław, wskazując głową drzwi.
    
    Wnętrze chałupy było mroczne i duszne, przesiąknięte zapachem tytoniu, wódki i stęchlizny. W głównej izbie, przy ogromnym, dębowym stole siedziało już czterech mężczyzn. Dobrze znany Markowi sąsiad Józef uśmiechał się swoim bezzębnym uśmiechem, jego ręce, pokryte plamami starczymi, już macały kieliszek. Obok niego trzech innych staruchów: Władek, o twarzy jak spękana glina i małych, świdrujących oczkach; Kazimierz, gruby i sapiący, z brzuchem opartym o stół; i Leon, chudy jak patyk, z niespokojnymi dłońmi.
    – A oto i nasza atrakcja! – zaintonował Stanisław, wpychając nagiego Marka do środka. – Przyprowadziłem sukę.
    Chamski śmiech wypełnił izbę. Sześć par starczych, wilgotnych oczu obrzuciło Marka wzrokiem – od stóp do głów, zatrzymując się na jego naprężonym penisie. 
    – Ciągle mu stoi, stary? – zarechotał Józef. – To musi być jakaś choroba.
    – Nie choroba – poprawił go Stanisław, siadając na szczycie stołu. – To posłuszeństwo. Ciało wie, jak ma się prezentować przed swoim właścicielem. Poza tym nie pozwalam mu się spuścić już od… hmm nie pamiętam dokładnie ilu już miesięcy.
    Marek stał przy drzwiach, drżąc. Instrukcje były proste: służyć. Na stole stały butelki taniej wódki, miska z ogórkami kiszonymi, chleb i smalec. Jego zadaniem było napełniać kieliszki i podawać zakąski.
    Podszedł do stołu, jego dłonie lekko drżały, gdy nalewał wódkę do pierwszego kieliszka – Józefa. Stary sąsiad nie spojrzał na kieliszek, ...
«1234...»