1. Parobek


    Data: 31.03.2026, Kategorie: Geje Twoje opowiadania Autor: blnsklave, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo

    ... tylko na jego genitalia.
    – Podejdź tu, bliżej – mruknął Józef i sięgnął nagle, chwytając Marka za jądra. Jego palce, twarde i chropowate jak korzenie, ścisnęły boleśnie. Marek wstrzymał oddech, ale nie upuścił butelki. – Ścisnę bardziej a ty psie nie puścisz butelki, bo to nie twoje.
    Kolejny wybuch śmiechu. Marek kontynuował, podchodząc do Kazimierza. Grubas nie dotknął go, tylko splunął na podłogę tuż przed jego stopami. 
    – zliż to dziwko – burknął. Gdy Marek się schylił, Władek klepnął go mocno po pośladku. – Ciągle jędrne, skurwysynu. Pewnie od tego ciągłego stania.
    Każda interakcja była upokorzeniem. Każdy kieliszek napełniany pod spojrzeniem pełnym pogardy. Każdy kęs jedzenia podany, podczas gdy on sam był nagi, zhańbiony  wewnętrznym brudem, którego wody ze szlaucha nie mogła 
    zmyć. Jego członek był centralnym punktem kpin i komentarzy.
    Gdy karty zostały rozdane i gra się rozpoczęła, rola Marka się zmieniła. – No, a teraz pod stół – rozkazał Stanisław, kopiąc go w dupę. – Robisz się niepotrzebny przy jedzeniu. Idź tam, gdzie twoje miejsce.
    Marek czołgając się, wsunął się pod masywny stół. Przestrzeń była ciasna, ciemna i śmierdząca starym winem, potem stóp i kurzem. Spod spodu widział tylko nogawki spodni i buty mężczyzn.
    – No i? – usłyszał głos Leona. – Suka nie wie, co robić? Liż, kurwa!
    Marek przechylił głowę. Pierwsze stopy, w gumofilcach, należały do Józefa. Zapach był przytłaczający – stęchły pot. Marek otworzył usta i wysunął język. Zaczął lizać ...
    ... podeszwę buta, czując na języku smak soli, kurzu i czegoś nieokreślonego, metalicznego. Józef wierzgnął lekko. – Nie buty, głupia kurwo! Stopy! Marek pomógł mu zdjąć buta. Zapach wzmógł się dziesięciokrotnie. Spocona, pomarszczona stopa starego mężczyzny wsunęła mu się do ust. Marek lizał łuk stopy, palce, przestrzenie między nimi. Smak był ohydny, gorzko-słony. Słyszał ponad sobą śmiechy i okrzyki związane z grą w karty.
    – O, moja kolej! – usłyszał głos Władka. I tak to szło. Stopa za stopą. Kazimierz miał opuchnięte kostki i grzybiasty zapach. Leon miał stopy pokryte suchą skórą, która łuszczyła się Markowi na języku. A Stanisław… Stanisław kazał mu lizać każdy palec u nogi osobno, bardzo powoli, a potem wsunął mu stopę głęboko w usta, prawie do gardła. – Połykaj ten smród – syknął z góry. – To jest twoje powietrze.
    Po stopach przyszła kolej na coś innego. – No dobra, suka się nie napracowała – mruknął Józef. Rozsunął nogi. Marek zobaczył rozpięty rozporek i zwisającego, wiotkiego penisa sąsiada. – Do roboty. Niech cię poczęstuję.
    To był sygnał dla innych. W mroku pod stołem zaczęły pojawiać się inne kutasy – stare, pomarszczone, w różnych stanach pół-wzwodu. Zadaniem Marka było wziąć je do ust, jednego po drugim. Nie było w tym seksualnej przyjemności dla niego; tylko kolejny akt służebności, kolejna warstwa upodlenia. Zapachy były intensywne: stara skóra, mocz, pot. Smaki jeszcze gorsze. Kazimierz trzymał go za głowę i posuwał się w jego ustach krótkimi, brutalnymi ruchami. ...
«1234...»