-
Kumple od kufla
Data: 04.05.2026, Kategorie: Geje Twoje opowiadania Autor: Marcin Krzeszowiec, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo
Michała od początku najbardziej lubiłem z mojego roku studiów. I czułem, że on mnie też lubi. Obaj byliśmy nowi w tym mieście, bez kumpli, którzy zdali na inne uczelnie, inne kierunki. To chyba nas zbliżyło. Ale nie tylko to. Prawie od samego początku chodziliśmy razem na piwo, odwiedzaliśmy się na swoich stancjach. Bardzo chciałem pierdolić się z Michałem, ale nie wiedziałem, czy on jest gejem i nie wychylałem się, bo nie chciałem stracić fajnego kompana. Trudno było wyczuć jaki on jest, był bardzo zwyczajnym chłopcem, bez żadnych przegięć w którąkolwiek stronę — zero jakiś gejowskich odruchów, ale również na wielkiego macho-hetero nie pozował, był na swój sposób łagodny i delikatny, ale to wszystko normalnie, po męsku: walił piwo równo, a kiedy już był pewien mojej przyjaźni, nie krępował się i często używał „brzydkich” słów, ale w jego ustach wcale nie brzmiały brzydko, tylko... fajnie. Bez problemu chodził cały czas w tych samych dżinsach, wytartych i coraz brudniejszych, nie jakiś tam wyzywająco obcisłych, tylko zwyczajnych, jak cały Michał, ale i tak jego rozporek w spodniach już z odległości kilku kroków przykuwał wzrok swoją dużą wypukłością. Michał lubił trzymać sobie rękę na rozporku, całą otwartą dłoń — dużą, męską, z długimi i grubymi palcami — kładł na swoim dużym wybrzuszeniu spodni i tak sobie trzymał i głaskał coraz bardziej pęczniejący rozporek. To oczywiście kiedy byliśmy sami, w pokoju jednego lub drugiego z nas. Już po miesiącu przestaliśmy wyjeżdżać ...
... do domu na każdy weekend, woleliśmy spędzać weekendy w swoim towarzystwie. Kupowaliśmy skrzynkę piwa, jakieś żarcie, Michał przynosił swoje płyty metalowe, kładliśmy się w skarpetkach na wyro, piliśmy piwo i gadaliśmy „mięchem” o różnych naszych sprawach — tych męskich, tych chłopięcych i tych studenckich. Michał masował sobie rozporek, a ja wkrótce zacząłem go naśladować, chociaż miałem, na oko, znacznie mniej do masowania niż on, ale pocieszałem się, że to inny krój dżinsów sprawia tę wizualną różnicę — przecież nie dotykałem Michała przez spodnie, więc nie mogłem wiedzieć na pewno, jakiego on ma chuja. Fajnie upływały nam te weekendy w pokoju wypełnionym zapachem piwa, dymu papierosowego, piwnego męskiego potu i skarpetek (szybko zauważyłem, że Michał nie zmienia skarpetek, i to też próbowałem robić, chociaż przed poznaniem go byłem przyzwyczajony do zmieniania skarpetek codziennie). Te wspólne weekendy organizowaliśmy nie co tydzień, bo nie zawsze mój lub Michała współlokator (mieszkaliśmy w pokojach dwuosobowych) wyjeżdżał do chaty. Ale rzadko się zdarzało, żeby obaj równocześnie nie wyjeżdżali, więc prawie zawsze mogliśmy w weekend być we dwóch. Ja do Michała zabierałem swój śpiwór, natomiast on do mnie nie musiał, bo mój współlokator, taki Mareczek, był cichym, nieśmiałym chłopcem, humanistą w okularkach, i kiedy Michał go zapytał: „Stary, mogę przekimać w twoim wyrze?”, Mareczek zgodził się natychmiast, jakby zaszczycony tą propozycją. Tak że Michał bez problemu kimał ...