-
Po wuefie
Data: 17.05.2026, Kategorie: Geje Twoje opowiadania Autor: Marcin Krzeszowiec, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo
... moje rzeczy z szafki, podbiegł do drzwi i wywalił je na korytarz. – Nie będziemy przebywać w jednym pomieszczeniu z cwelem! Tam się ubieraj! – krzyknął. Chciałem coś powiedzieć, ale ten chwycił mnie za kark i najzwyczajniej wypierdolił z szatni. Byłem przerażony. Szybko się ubrałem i poszedłem pod salę do matmy, która była dziś ostatnią lekcją. Na korytarzu siedziała już pod ścianą cześć chłopaków. Zbliżyłem się do nich, kiedy Andrzej warknął: – Spierdalaj stąd, psie, nie będziesz siedział między nami! Wychujaj na drugą stronę! Widziałem, że reszta grupy myśli podobnie. Przeszedłem na drugą stronę korytarza, bojąc się każdego ich spojrzenia. Zaczęła się lekcja. Nie muszę chyba wspominać, że wylądowałem sam, w ostatniej ławce. Siedziałem skulony, myśląc co dalej... Lekcja niedługo się skończy – i co wtedy? Przejdzie im? Dadzą mi spokój? Nagle moje myśli przerwał krzyk matematyka: – Nowak! O czym ty, do cholery, myślisz? Podskoczyłem przestraszony. Nauczyciel patrzył na mnie gniewnym wzrokiem. – Wszyscy wiedzą, o czym on myśli! – krzyknął Robert, a cała sala zarżała chamskim śmiechem. Przeprosiłem i usiadłem. Teraz już wiedziałem, że łatwo nie będzie. Kiedy lekcja się skończyła, starałem się wyjść najszybciej jak się dało. Szybkim krokiem skierowałem się w stronę wyjścia ze szkoły. Nagle poczułem ostre szarpnięcie. Andrzej chwycił mnie za plecak. – A gdzie ci tak śpieszno, cwelu? Ktoś pozwolił wyjść? – Puszczaj! – warknąłem, za co od razu oberwałem plaskacza ...
... po ryju. – Nikt ci nie pozwolił wyjść ani tym bardziej się odezwać! Teraz idziesz z nami! – powiedział władczym tonem Andrzej. Prócz niego było jeszcze dwóch chłopaków – Robert i drugi Andrzej, na którego wszyscy mówili „Syfiarz”, bo zawsze chodził ubrany w ten sam dres, te same, zorane już na maksa, stare, czarne adidasy nike i tę samą koszulkę z wielkimi cyframi „34”. Zawsze podejrzewaliśmy, że slipów i skarpet też nie zmieniał, co sugerował aromat unoszący się wokół niego. On sam nic sobie z tego nie robił, a teraz rżał kretyńsko, widząc, jak Andrzej popycha mnie w kierunku starej części budynku. Tam jak zawsze było pusto. A po lekcjach nie było praktycznie żadnej szansy, by ktokolwiek tam zajrzał. Drzwi zostawały otwarte, bo niedaleko znajdowało się wyjście ewakuacyjne z budynku. Kiedyś przychodziliśmy tam, by móc zajarać ćmika albo golnąć browarka po lekcjach – teraz o kumpelskiej pogawędce mogłem tylko śnić. Moi „koledzy” zaciągnęli mnie do kibla przy prysznicach. Stanęli dookoła. – Czego, kurwa, ode mnie chcecie! – krzyknąłem, by zaraz pożałować. Andrzej wymierzył mi potężny cios w ryja, przy którym poprzedni plaskacz był tylko przyjacielskim klaśnięciem. Przewróciłem się na podłogę. – Na ziemię, kurwo, bo tam twoje miejsce! I jeszcze raz odezwiesz się nieproszony, to tak ci dojebię, że się nie pozbierasz! Dopiero teraz widziałem, jak potwornie było tam brudno. Kafle na podłodze od miesięcy nie myte, zachlapane, zadeptane i cuchnące, pierwszy raz znajdowały ...