1. Po wuefie


    Data: 17.05.2026, Kategorie: Geje Twoje opowiadania Autor: Marcin Krzeszowiec, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo

    ... widok... trzeba było poczuć ten odór! Jeżeli jest coś bardziej jebiącego od stóp szesnastolatka, to są to niemyte od tygodni syry Syfiarza po dwugodzinnej grze w piłkę nożną...
    Nie miałem jednak zbyt długiego czasu do zastanawiania się nad tym, bo chwilę później podeszwa jednej z tych stóp wylądowała na mojej twarzy, masując wilgotnymi paluchami okolice mojego nosa! 
    – Ładnie pachnie moja nóżka? – zapytał Syfiarz, a ja, cudem pieszcząc ustami ten syf i cudem powstrzymując się przed puszczeniem pawia, musiałem wydobyć z siebie odpowiedź: „Tak, Panie, ładnie”. Luje po raz kolejny ryknęli śmiechem, a Syfiarz rzucił tylko krótkie „Ściągaj” i chcąc nie chcąc musiałem ściągnąć skarpete, by móc wylizać stopę mojego Pana... Od tego odoru kręciło mi się w głowie, miałem wrażenie, że cały ten smród oblepia moją twarz, która już od dzisiaj będzie śmierdziała tak samo. A jednak nie miałem wyboru. Całowałem i lizałem stopy Andrzeja w atmosferze śmiechu i drwin pozostałej trójki. 
    – Smakuje? – zapytał szyderczo. 
    – Tak, Panie – odrzekłem bez namysłu, szorując jęzorem przepoconą syrę, co on skwitował złośliwym stwierdzeniem: 
    – Dziwne, bo nie słyszę pomruków zadowolenia! 
    Wybuchła kolejna salwa śmiechu, a ja zacząłem wzdychać i mruczeć, „rozkoszując” się cudownie kwaśnym potem zlizywanym ze stóp mojego kata. 
    – Staraj się, szmato! Porządnie wyliż między paluszkami! Moje nóżki mają być porządnie wypieszczone! – rzucał raz po raz Syfiarz. 
    W tym czasie Robert zajął się moim ...
    ... plecakiem. Wyrzucił wszystko na ziemię i ku wyraźnej uciesze znalazł tam moje niedokończone drugie śniadanie. Kopnął je w moim kierunku, ironizując: 
    – Panowie, nasz cwel jest chyba głodny! Nie zjadł dziś śniadania! Nie możemy pozwolić, by nam tutaj padł z wyczerpania! 
    Wszyscy spojrzeli na Roberta, nie do końca rozumiejąc jego intencję, a ten moją bułkę z kiełbasą odwinął z papieru i rzucił przede mną na podłogę. 
    – Jesteś głodny, psie? – zapytał. 
    Spojrzałem na niego wychylając twarz spod ciągle uciskającej mnie stopy Andrzeja i kiwnąłem tylko pokornie głową: 
    – Tak, Panie. 
    – To trzeba cię nakarmić! – powiedział, po czym podszedł i zaczął rozdeptywać bułkę na podłodze. Reszta patrzyła na to w zdumieniu. Robert cisnął bułkę na ziemię i kręcąc stopą dookoła miażdżył ją, mieszając z brudem na podłodze. Po chwili podniósł nogę, a oczom wszystkich ukazała się kompletna miazga, która jeszcze niedawno była moim śniadaniem. Schylił się i splunął w sam środek. 
    – No, dalej, nasz cwel jest głodny! Nie żałujcie mu, panowie! – krzyknął Robert, po czym cała reszta zaczęła się schylać i pluć na resztki mojej bułki. Na koniec Robert raz jeszcze wdepnął w to wszystko swoim wielkim adidasem, po czym podniósł go do góry. Ślina moich Panów ciągnęła się od podłogi do podeszwy adidasa Roberta, by po chwili wylądować na moim ryju. 
    – Żryj! – krzyknął mój karmiciel. 
    Ze łzami w oczach, trzęsącymi się ustami zacząłem zlizywać kleistą papkę z jego adidasa. Po chwili uniósł go wyżej, postawił na ...
«1...3456»