-
Po wuefie
Data: 17.05.2026, Kategorie: Geje Twoje opowiadania Autor: Marcin Krzeszowiec, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo
... mojej głowie i wcisnął moją twarz w sam środek miazgi na podłodze. – Zlizuj, kurwo! Wszystko ma zostać zjedzone! Nie wolno marnować jedzenia! – ironizował. Zbierałem ustami mokre kawałki bułki zmieszanej z flegmą moich oprawców. Wiedziałem, że najmniejszy sprzeciw nie ma absolutnie żadnego sensu. Rozpalone byczki upajały się widokiem mojego upodlenia, czując się bogami w obliczu śmiecia, którym mnie uczynili. Kiedy już zjadłem wszystko, co mój Pan dla mnie przygotował, Andrzej krzyknął: – Teraz by trzeba go jeszcze napoić, co nie? Schylił się, chwycił mnie za włosy i nie przejmując się zupełnie moim krzykiem zaciągnął w kierunku kibla. Położył moją głowę na sedesie. – Odwróć się! Dostąpisz teraz zaszczytu napojenia przez swojego Pana! – rzucił. Odwróciłem głowę, by zobaczyć, jak wyciąga ze spodni swojego olbrzymiego, nabrzmiałego chuja i kieruje go w moją stronę. – Otwórz szeroko ryja! – krzyknął. Oczywiście otworzyłem, a on bez najmniejszych oporów zaczął się na mnie odlewać. Fala gorących szczyn zalała mi usta i twarz, po języku spływał prosto do gardła gorzko-słony napój, jakim raczył mnie mój Pan. Lał długo, co jakiś czas potrząsając chujem, by mocniej rozbryzgać szczochy po mojej twarzy, włosach i ubraniu. Czułem każdy strumień ciepłej cieczy. Szczyny ciekły po mnie w każdym kierunku, zalewały mi usta i nos, spływały po włosach do uszu, ku olbrzymiej uciesze Andrzeja. Kiedy skończył, otrząsnął chuja, „by żadna kropla się nie zmarnowała”, podciągnął ...
... spodnie i ryknął: – No, co się mówi, kurwo?! – Dziękuję, Panie! – natychmiast odrzekłem posłusznie. Andrzej uśmiechnął się zadowolony i kopnął mnie w krocze: – Widzę, że się uczysz, cwelu. – Odwrócił się do reszty: Kto następny? I tak każdy po kolei podchodził i odlewał się na mnie. Spijałem po kolei szczyny Roberta, a na końcu Syfiarza, którego mocz cuchnął najbardziej, a który też najbardziej się starał trafiać prosto w moje usta. Kiedy kończył, byłem już lekko podtopiony. Upadłem na podłogę obok klozetu, nie mając już siły na nic. Stali tak, gapiąc się na mnie i rżąc ze śmiechu. – I co, kurwo, zadowolona? Popatrzyłem na Roberta. – Tak, Panie, dziękuję” – wyszeptałem. – To dobrze, bo od dziś tak będzie wyglądać twoje cwelowskie życie! Jutro się znów zabawimy! – krzyknął. Reszta zawtórowała. Dostałem jeszcze kilka kopniaków i poszli. Leżałem jeszcze dłuższą chwilę, nie mogąc się ruszyć z bólu i strachu. Ale nie tylko. Upokorzony, skopany, mokry od moczu, leżałem na brudnych kafelkach w poczuciu... absolutnego spełnienia... Czy w ogóle marzyłem, że nastąpi coś takiego, kiedy wieszałem tę kartkę na swojej szafce w szatni? Czy przez myśl mi przeszedł tak wymyślny seans cwelenia, kiedy pisałem ten kretyński wierszyk? Co będzie jutro? Znów każą mi lizać swoje syry? Znów rozdepczą żarcie na podłodze? A może posuną się dalej? Może zaleją moje cwelowskie usta swoją samczą spermą? Może poużywają sobie na mojej niewolniczej dupie? Może... nie wyprzedzajmy faktów! Jutro ...