-
Mechanik z wielkim lewarem
Data: 26.05.2026, Kategorie: Geje Twoje opowiadania Autor: Marcin Krzeszowiec, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo
Stał przede mną ciemnowłosy, przystojny mechanik z rękami skrzyżowanymi na piersi. Nad lewą kieszenią miał wyszyte swoje imię: STEFAN. – Mogę pokazać panowi swoje prawo jazdy, żeby udowodnić, kim jestem – powiedziałem i w duchu pomyślałem: co za kretyn. – Proszę mnie posłuchać: nie ma dowodu przyjęcia – nie będzie samochodu! – odpowiedział i wyszczerzył do mnie zęby w uśmiechu. – Wczoraj przyprowadziłem tu swój samochód na przegląd i facet, który tu był, obiecał, że będzie do odbioru na dziś rano. Po południu mam spotkanie na drugim końcu Polski, a bez samochodu na pewno na nie nie zdążę!!! – Jak nazywał się ten mechanik, który przyjmował wóz? – zapytał; wreszcie zaczynał ustępować. – Na niego naszywce napisane było Marek – odpowiedziałem. – Taki grubszy, rudy, z brodą. I jak już wcześniej mówiłem, nie dał mi żadnych kwitów. – Mamy pracownika, który pasuje do tego opisu. Zadzwonię do niego i spróbuję potwierdzić tę historię – odpowiedział i skierował się do biura. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, jak nieziemsko był przystojnym. Wysoki, wspaniale zbudowany, na oko miał jakieś 34 lata, a w oczach ten tajemniczy błysk. Przy każdym ruchu mięśnie pod jego kombinezonem prężyły się i drgały seksownie. I te wielkie, silne łapy robociarza. Na moment zabrakło mi tchu i pomyślałem, że gdyby nie to spotkanie... Poszedłem za nim w kierunku kanciapy z telefonem i próbowałem dojrzeć coś przez zatłuszczone okno, które nie było myte chyba od wieków. Ledwie mogłem zobaczyć ...
... jego sylwetkę, ale za to mogłem słyszeć, o czym rozmawia. – Halo, Marek? Tu Stefan. Jak nazwał się facet, który przyprowadził wczoraj tego srebrnego peugeota? Jak wyglądał? Jest tu teraz i chce odebrać wóz. Gdzie są papiery? Kurwa, Marek, to już drugi raz w tym miesiącu zapominasz dać klientowi papiery! I co ja mam teraz zrobić? Dobra, pogadamy jutro. Odłożył słuchawkę, a ja szybko wróciłem na swoje miejsce. Nie chciałem, żeby mnie przyłapał na myszkowaniu po warsztacie. – Dobra – zaczął – proszę mi pokazać prawo jazdy, żebym mógł sprawdzić, kim pan jest. Proszę zrozumieć moją sytuację, nie mogę tak po prostu wydać samochodu komuś, kto nie ma żadnych papierów. Podałem mu dokument. Włożył na nos zatłuszczone okulary i zaczął czytać. – Przepraszam – powiedział i uśmiechnął się garniturem śnieżnobiałych zębów – ale jak już wcześniej powiedziałem nie mogę tak po prostu oddać komuś samochodu. Co by było, gdybym wydał pański wóz komuś innemu? Pewnie by się pan nieźle wkurwił. Proszę do biura, wystawię rachunek. – W porządku, rozumiem – odpowiedziałem. Jak dla mnie facet był całkiem walnięty, ale przy tym kurewsko przystojny. Poszedłem za nim do małego pomieszczenia, które szumnie nazywał biurem. Facet usiadł za biurkiem i zabrał się za wypełnianie faktury. Jego lewa ręka spoczywała swobodnie między nogami. W pewnym momencie zaczął tak po prostu bezwiednie masować sobie rozporek. Pomyślałem, że chętnie znalazłbym się na miejscu tej ręki. – OK, to będzie 865 zł. Przyjmujemy ...