-
Marcel i jego slipy
Data: 14.07.2026, Kategorie: Geje Twoje opowiadania Autor: Marcin Krzeszowiec, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo
... Wstrzymywałem pieszczoty, by dłużej cieszyć się tą chwilą, ale też chciałem rozkoszy wydostającego się nasienia, więc znów wkładałem chuja w ręce, pieściłem go, przerywałem na chwilę i tak jeszcze kilka razy, aż wreszcie utrzymać się tego stanu nie dało i nasienie tryskało na brzuch, po piersi. Zasypiając jeszcze raz wyobrażałem sobie tego chłopaka, jak jest zbudowany, jego tors, biodra, uda i jego chuja z jajami, pod spodniami i slipami. Wreszcie nadeszła upragniona pora. Poszedłem na miejsce naszych przypadkowych spotkań, krążyłem czas jakiś z duszą na ramieniu, z wrzawą zmysłów. I chwila – jakiś balsam na serce spłynął. W tej właśnie chwili zobaczyłem go, szliśmy ku sobie i przed sobą stanęliśmy, pozdrowiliśmy się, mocny uścisk dłoni przenikający wszystko, aż w chuju mi strzyknęło. Przedstawiliśmy się, jego głos zabrzmiał aksamitnym tenorem, miodem w uszach popłynął, podniecał szlachetną barwą. Wypowiedział imię: Marcel, które we mnie rozniosło się wielokrotnym echem: Marcel, Marcel, Marcel. Rozpoczął rozmowę o pogodzie, która dopisała, kusiła rześkim wiosennym ciepłem, toteż szliśmy naprzód, daleko poza krańce miasta. Było przyjemnie, pomarańczowe słońce schodziło niżej. Słuchaliśmy siebie z uwagą, opowiedzieliśmy, co czuliśmy i myśleliśmy od pierwszego ujrzenia się. Marcel szedł wówczas w towarzystwie urodziwej dziewczyny, była jego siostrą, jednak zauważył mnie, wpadłem mu w oko od razu, myśli o mnie nie dawały mu spokoju. Opowiadaliśmy o sobie i o swoich ...
... rodzinach. Przyjemnie było. Wracając Marcel zaprosił mnie do siebie. Nieustannie miałem chęć dotykać go, przytulić, pocałować. Marcel mieszkał w innej dzielnicy, na obrzeżach miasta, w blokowisku. Przechodziliśmy przez pomieszczenie z trzema parami drzwi, jedne z nich prowadziły do pokoju pomalowanego w fale morskie w kolorze turkusowym i niebieskim z odcieniem złocistym, oszczędnie umeblowanego, ze złocistym stołem, z kanapą i dwoma fotelami z miodową tapicerką, na których zasiedliśmy, obydwaj z szeroko rozchylonymi kolanami. Napawaliśmy się sobą. Hebanowy kolor jego skóry, rasowego Hindusa, wabił i przyciągał, sycił moją radość spotkania. Włosy lśniły granatowym odcieniem jak u kruka, a mięsiste, duże usta odsłaniały również cudowne zęby. Wyznaję, że chuj w rozporku nie leżał mi grzecznie, a mój wszędobylski wzrok zauważył to samo u Marcela, lecz żaden z nas jeszcze w tym dniu zbliżenia nie chciał, choć pożądaliśmy się przecież. Rozstanie, pożegnalne pocałunki, pierwsze, oszczędne, niepełne, odczuwalny niedosyt, ale i nadzieja, bo następnego dnia znów czekało na nas popołudnie. Powrót do domu, obolałe jaja od nieustannego podniecenia i wciąż stojącego chuja. Rozbierałem się w zwolnionym tempie na krótką noc, do wanny lała się ciepła woda, rozpamiętywałem każdą chwilę spędzoną z Marcelem. Duży wzwód szybko zakończył się wytryskiem, pieczenie w chuju i ból w jajach pozostawał, zmęczenie, wreszcie sen. Dzwonek, pobudka, pod powiekami od razu pojawia się Marcel w niebieskiej, ...