-
Android
Data: 19.11.2019, Autor: MEM, Źródło: Lol24
... tarczy ustawiły się na godzinie w pół do piątej. Światła wchodzącego w zakręt samochodu oświetliły bramę wjazdową, a po chwili auto zatrzymało się przed nią. Marta wyłączyła muzykę, nacisnęła guzik, wyciągniętego ze schowka w drzwiach, pilota i brama zaczęła się otwierać. Wjechała na podjazd pod domem i wysiadła, naciskając znów guzik, by brama mogła się zamknąć. Drobny deszczyk nie przeszkadzał jej, właściwie to lubiła jesienną mżawkę, która, gdy nie wiało, zawsze nadawała wieczorom i w nocom miły jej klimat. A teraz to tym bardziej – na samą myśl o tym, co się będzie działo, po tym gdy zamknie za sobą drzwi jej przytulnego domu otoczonego deszczową nocą... "Jeszcze tylko pięć dni i skończy się ten pieprzony listopad" – pomyślała, pokonując ze stukotem swoich czarnych szpilek te kilka metrów z samochodu do domu. Wtedy psychicznie odetchnie, mając za sobą natrętne myśli, przelatujące z tyłu głowy, o swoim cyklicznym pechu, i spokój od nich na cały kolejny rok. Ktoś jej kiedyś nawet powiedział żartem, że w sumie to ma szczęście, bo inni nie mają tego "komfortu" i przez okrągłe 12 miesięcy w roku mogą spodziewać się czegoś pechowego, podczas gdy ona tylko jeden miesiąc w roku... Żarty żartami, ale zmieniłby zdanie, gdyby przez cały miesiąc – i dobry tydzień naprzód – musiał się myślami o tym dręczyć. "Mam przez to o połowę więcej siwych włosów niż powinnam mieć" – pomyślała. "Choć w sumie pod peruczką nie widać." – uśmiechnęła się do tej myśli. Nie wyglądała na swoje 40 ...
... lat. Była szczupła, miała jeszcze bardzo niewielkie zmarszczki. Dopisywało jej zdrowie, więc ciało było sprężyste a skóra gładka i świeża. Lubiła zdrowy tryb życia. Przychodził jej niejako naturalnie i przez to nigdy nie czuła, że sobie czegoś odmawia, nie korzystając używek i gustując w zdrowym żywieniu. I to procentowało. Do tego trochę sportu. Ulubiony rower... I jak najwięcej świętego spokoju. Otworzyła drzwi i zapaliła światło. Powiesiła na wieszaku niesioną na przedramieniu skórzaną kurtkę. Jak zwykle zastanawiała się, czy zdjąć szpilki, ale tę krótką bitwę z myślami na temat pofolgowania sobie przez noszenie ulubionych butów a możliwością porysowania podłogi, podłoga przegrała sromotnie. Buty zdejmie później. Na razie zamierza się nimi rozkoszować. Podobnie jak czarną skórzaną spódniczką do połowy uda, pończoszkami i widokiem kobiety w lustrze. - Tomku! - zawołała, kierując swe kroki do kuchni, a po drodze, jednym kliknięciem pilota, puszczając muzykę ze stojącej w saloniku głośników wieży. Uwielbiała Vanessę Mae... Długo wybierała to imię dla niego. Nie lubiła zdecydowanej większości męskich imion (a już szczególnie tego, które jej nadano po urodzeniu), stąd wybór był trudny, ale na tyle udany, że w sumie łatwo się przyzwyczaiła po jego dokonaniu. Wchodząc do kuchni i podchodząc do chłodziarki do wina, z której wyjęła bezalkoholowe Torres Natureo Moscato, usłyszała ciche kroki, rozlegające się w sypialni na piętrze. Uśmiechnęła się, podchodząc do kredensu po ...