1. Sesja fotograficzna - 6.


    Data: 17.08.2020, Kategorie: Mamuśki Autor: Tomnick

    Część 6.
    
    Aua! Bolało! To nie była projekcja!
    
    Ewa dobrze mnie znała. Wiedziała, jakie mam wykształcenie i doświadczenie. Zgodziłam się! Zgodziłam! Miałam pracę!! Miałam stałą pracę!! Niewiele brakowało, a z szalonej radości rzuciłabym się kobiecie na szyję! Jednak na zewnątrz starałam się zachować powściągliwie. Tylko radosny uśmiech miał oznaczać, że cieszę się z propozycji Ewy i podjętej decyzji. Jedynie wymogłam szczegółowe ustalenie zakresu moich obowiązków i wgląd w finanse firmy. Ewa zaprosiła mnie pojutrze do firmy na podpisanie umowy.
    
    W domu popłakałam się ze szczęścia. Wręcz namacalnie czułam, jak spada ze mnie ciężar obaw związanych z niepewnością jutra. Będziemy normalnie jeść! Robić zakupy! Stałe opłaty będę robiła w terminie! Dzieciom i sobie kupię niezbędne rzeczy! Spłacę wszystkie drobne pożyczki! Rozliczę się z rodzicami. Byłam tak podekscytowana, że usnęłam dopiero nad ranem.
    
    Po dwóch dniach od naszej rozmowy zostałam przedstawiona w firmie. Podpisałam umowę. Byłam tak przejęta, że musiałam usiąść, aby złożyć kilka podpisów. Drżały mi dłonie. Parę dni zajęło mi poznawanie poszczególnych pracowników, zakresu ich obowiązków, poznanie największych klientów biura, zasad funkcjonowania firmy, organizacji pracy. Ewa pomogła mi tyle, na ile pozwalał jej czas i dość marne samopoczucie.
    
    Szybko ustawiłam dwóch facetów, który sądzili, że wejdą ze mną w jakieś dwuznaczne układy. Wręcz czułam jak zdyscyplinowałam wszystkich. Częste nieobecności i ...
    ... problemy zdrowotne właścicielki nie służyły firmie. W międzyczasie straciła kilku firm-klientów, więc było zbyt dużo pracowników. Kiedy Ewa poczuła się lepiej, pojechałyśmy do kilku urzędów, gdzie przedstawiła mnie i, w mojej obecności, zostawiła pełnomocnictwa. Zasiadłam za biurkiem właścicielki. Nie zostawiła w nim żadnego swojego papierka... Wyglądało tak, jakby definitywnie pożegnała się z firmą.
    
    Po kilku dniach ustaliłam wewnętrzne zasady funkcjonowania pracowników, które głównie miały wydłużyć czas pracy biura i naszą dostępność dla klientów. Trzeba było intensywnie szukać nowych klientów. Ewa, chociaż była właścicielką, „za moich czasów” już nigdy nie pojawiła się w biurze. Na koniec pożyczyła mi swój samochód! Powiedziała, że może korzystać z taksówek, ale najczęściej wszędzie woził ją mąż lub jedno z dzieci. Z marnym samopoczuciem nie chciała ryzykować, siadając za kierownicą.
    
    *
    
    A potem zaczęłam pracować po osiem, dziesięć, a zdarzało się, że i dwanaście godzin dziennie. Tylko w sobotę zawsze pracowałam w domu. No, prawie zawsze. Może częściej w domu niż w firmie. Tylko czasami musiałam pojechać po jakieś dokumenty do rozliczeń i kończyło się na kilku godzinach pracy za firmowym biurkiem. W sobotę fajnie pracowało się w biurze, bo nikt nie przeszkadzał. Nie dzwonił telefon. Nie było żadnych spotkań. Tak wszystko zorganizowałam, że niedziele miałam wyłącznie dla siebie i dla dzieci, chociaż już nie potrzebowały mnie aż tak bardzo. Pilnowałam się, żeby każdej nocy ...
«1234...9»