1. Dagmara–Ania–Dunia


    Data: 15.09.2018, Autor: bajdor

    – Wieczorem przyjeżdżają dziewczyny – powiedział Leszek wróciwszy z korytarza, gdzie zamontowany był jedyny dostępny dla nas aparat telefoniczny. To znaczy dostępny jedynie do odbierania rozmów, bo dzwonić można było jedynie z aparatów koło portierni, pod warunkiem oczywiście, że posiadało się trudno osiągalne "20 złotych dzwoniące” – jak się to u nas wtedy określało.
    
    Telefon na korytarzu działał w ten sposób, że z zewnątrz dzwoniło się na portiernię, prosiło o połączenie z odpowiednim piętrem i, przy odrobinie szczęścia, ktoś, kto właśnie przechodził lub mieszkaniec pokoju obok aparatu, odebrał telefon i poprosił właściwą osobę. Ponieważ Leszek nie chciał ryzykować, więc czekał wcześniej na korytarzy dobre pół godziny.
    
    – Pójdę do piętrowego po odkurzacz –zadeklarowałem z poczucia obowiązku. Pokój zwykle sprzątał Leszek, który miał najniższy poziom tolerancji na bałagan, ja dużo rzadziej, Marek chyba nigdy.
    
    Piętrowy, w założeniu był najniższym szczeblem samorządowym w społeczności mieszkańców akademika. W praktyce funkcja miała jedną podstawową zaletę – piętrowy, dla podkreślenia wysokiego statutu stanowiska, miał "służbową” lodówkę w pokoju (reszta tubylców korzystała z lodówki w kuchni), oraz jedną podstawową wadę – miał również "służbowy” odkurzacz, który wszyscy od niego pożyczali.
    
    – Ja sprzątnę, a wy idźcie po zakupy. Tu jest lista. Dziewczyny, jak zwykle coś ugotują.
    
    Dziewczyny, czyli Marta – bliska koleżanka Leszka z rodzinnego Lubartowa, oraz Dagmara, ...
    ... jej najlepsza koleżanka. Marta przyjeżdżała do Leszka dość często, we dwie miały pojawić się trzeci lub czwarty raz. Fizycznie zupełnie się różniły. Marta – brunetka średniego wzrostu, o wybujałych kształtach, z imponującym biustem i powabnym tyłeczkiem. Była bliską przyjaciółką Leszka. W liceum, razem przechodzili okres punka – widziałem ich zdjęcia, na których mieli postawione fryzury, ubierani byli w obcisłe skóry i podziurawione jeansy. Jeździli po Polsce na koncerty punk–rockowych grup, których nazwy nic mi nie mówiły. Później, z taką samą pasją, wspólnie fascynowali się poezją śpiewaną. A jeżeli mowa o fascynacji, to Marta była wyraźnie bardziej zafascynowana Leszkiem, niż Leszek Martą.
    
    Dagmara była mniej więcej mojego wzrostu – ciut poniżej metr osiemdziesiąt. Chodziła na lekkim obcasie, więc miałem poczucie, że jest ode mnie wyższa, co nie wpływało dobrze na moje samopoczucie. Było szczupła, można powiedzieć, że wręcz chuda i, co dopełniało bycia nie w moim typie, zupełnie nie miała niczego, co w jakimkolwiek stopniu przypominałoby biust. Rysy twarzy miała trochę dziecięce. Bardzo jasną karnację. Jej włosy, podobnie jak brwi, a nawet rzęsy były niewiele ciemniejsze od skóry – prawie białe. Miała tendencję do czerwienienia się z byle powodu – zarówno do najmniejszego powiewu wiatru, lub lekkiego nawet mrozu, jak i zawstydzenia czy onieśmielenia.
    
    ***
    
    Nie pamiętam dokładnie jak minął sobotni wieczór i jak spędziliśmy niedzielę. Z końcem weekendu narastała we mnie ...
«1234...10»