-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... wyszedłbym z niego przez tydzień. – Jebać twój garaż. – Jordan odezwał się nagle. – Co o niej powiecie? Zajebista dupa, co? – Taaa, słyszałem, że rude mają temperament w łóżku, pewnie by mnie zajeździła. – Grucha westchnął rozmarzonym głosem. – Na razie to ty zajeździsz swojego małego kutaska podczas pamięciówki dzisiaj wieczorem. – Zaśmiałem się, a Gruszkowski rąbnął mnie w ramach rewanżu pięścią w ramię, rzucając wściekłe „pierdol się, germański oprawco”. – Ale cycuszki to ma piękne, co? – Mały wyciągnął papierosy z kieszeni. – Idziecie zajarać? – Mogę się przejść, ale nie będę palić. – Ruszyłem za nim do wyjścia. – Mój stary ma nos niczym pies myśliwski, ostatnio wieczorem po powrocie z pracy wyczuł, że paliłem rano przed szkołą. Człapaliśmy w piątkę po pustym jeszcze korytarzu, kierując się w stronę wyjścia z budy. Skręciliśmy Małym do wyjścia, a reszta poszła do szatni. – Ja pierdolę, ale masz przejebane. – Mały odpalił Marlboro i zaciągnął się mocno. – U mnie na szczęście wszyscy jarają, więc nic nie będzie czuć. A tak w ogóle, to spierdalamy zaraz do mnie. Przecież mamy okienko. – I co, wrócimy później najebani do budy? Przecież nauczyciele na stówę wyczają, że piliśmy, a wtedy mój stary rozwali mi łeb, da bana na peceta i wyjścia z domu na miesiąc. – Pojebało cię? – Usłyszeliśmy za plecami głos Jordana. Brakującą trójka dołączyła do nas za szkołą w nieoficjalnej palarni w krzakach. – Pijemy i spierdalamy do domów. Ostatnia jest religia, a ...
... przedostatni WF, jakoś przeżyję nierozegranie jednego meczu z tymi kaleczniakami. Powrót do szkoły i spotkanie Zalewskiej to bankowy dywanik u dyrektora ze starymi. Tym sposobem wylądowaliśmy u Małego na chacie. Chciałbym powiedzieć, że wszystko tego dnia skończyło się dobrze, ale niestety nie, finał imprezy nie był może smutny czy tragiczny, ale co najmniej zabawny, trochę szczęśliwy, no i ostatecznie straciliśmy miejscówkę na nasze popijawy. Nawaleni w sztok po opróżnieniu w tempie błyskawicznym obu butelek, usnęliśmy i zostaliśmy zaskoczeni około trzynastej przez ojca Małego, który zwolnił się z pracy z powodu, uwaga, sraczki. Gdyby nasz kumpel przyszedł do domu puknąć Ewelinę, stary nakryłby go z gołym dupskiem na babie. Wracając do tematu, ojciec Małego wkroczył do mieszkania i nie rozglądając się, zasiadł na kiblu, a nas pijaniusieńkich jak bela obudziły dźwięki defekacji, pierdów oraz stękanie i jęki „ojezusmaria” oraz coś w stylu ”nigdy więcej golonki na ostro”. Podniosłem głowę i niewiele rozumiejąc z powodu potężnego stanu zamroczenia alkoholem, szarpnąłem Małego za ramię, jednocześnie zasłaniając mu usta dłonią i pokazując na kibel. On w mig zorientował się, że poza naszą piątką ktoś jest w domu, ale nie zdążył zareagować, gdyż najebany jak stodoła Kotek spadł z łoskotem z kanapy i klnąc jak szewc, nieudolnie i co ważniejsze nieudanie próbując powrócić do pozycji sprzed chwili. Cała akcja przetoczyła się przed nami w ciągu maksymalnie kilkunastu sekund, a ...