-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... ja miałem wrażenie, jakbym oglądał długaśną scenę filmu. Ojciec Małego wywrzeszczał z kibla pytanie w przestrzeń „kto to” i nie otrzymując odpowiedzi w akompaniamencie pierdów w zasranym dupskiem, zerwał się z muszli i wpadł do salonu. Musielibyście widzieć jego minę, kiedy ujrzał pięciu dorastających chłopaków, w tym swojego pierworodnego, najebanych jak stodoła, Kotka próbującego podnieść się z podłogi, chrapiących w fotelach Jordana i Gruchę oraz Małego i mnie ze zszokowanymi minami, czekających na katastrofę. Stał tak chwilę oniemiały z opuszczonymi gaciami i smutno dyndającym kutasem, rzucił „zaraz z wami pogadam, tylko się wysram do końca”, po czym odwrócił się na pięcie i poszedł dokończyć dzieła. Oczywiście nie zamknął drzwi, a my musieliśmy wysłuchiwać kakofonii defekującego Makarskiego seniora. – Jak już pijecie, to ogarnijcie jednego, który nie będzie chlał i popilnuje waszych nawalonych, tępych łbów. – Pan Makarski był w sumie w porządku gościem. – Uciekliście z lekcji? – Tata, daj spokój, nie byliśmy tylko na WF i religii, a wcześniej mieliśmy okienko. – Jeśli ściemniasz, dostaniesz bana na wyjście z domu na tydzień, a z Eweliną będziecie mogli pisać do siebie listy miłosne i przesyłać gołębiami. – Ale to prawda, panie Makarski. – Włączyłem się do rozmowy. – Celowo wybraliśmy ten dzień, żeby nie przepadły nam bardziej wartościowe lekcje. – Wow, ambitni, początkujący alkoholicy, może powinienem wam jeszcze przybić piątki? – Ironizował. – ...
... Doprowadźcie się do stanu używalności i zjeżdżajcie do siebie, a jak za pół godziny ktoś z was tu jeszcze będzie oprócz najwyższego, w jakiś nieprawdopodobny sposób mieniącego się moim synem, zadzwonię do waszych starych i podpieprzę was w szkole. Kapiszi? – Odpowiedziała mu cisza, Jordan i Grucha z trudem łapali pion, niewiele rozumiejąc. – Że też ty Michał z nimi piłeś. Jesteś najmądrzejszy z całej bandy, nie daj im się wciągnąć. – Popatrzył na mnie chwilę przeciągle, a później założył nogi na stół, siedząc na krześle, pierdnął potężnie i otworzył gazetę, dając nam do zrozumienia, że rozmowa została zakończona. Pożegnałem się z kumplami i trzeźwiejąc, smutno poczłapałem do domu, kopiąc wczesnojesienne liście, opadające z drzew. Pogoda była piękna, ale ja nie miałem ochoty na obcowanie z naturą. Jedyne, co przychodziło mi do głowy, to szybki powrót do domowych pieleszy i poproszenie mojej dziewczyny, Renaty Grabowskiej o ulżenie w cierpieniu. B. – O, jest nasza piękność. – Podlaszczak przywitał mnie w pokoju nauczycielskim, oczywiście z papierosem. Z niesmakiem otworzyłam okno, wietrząc wędzarnię. – Jak tam po pierwszej lekcji? – Bardzo dobrze. – Uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie sprzed kwadransa. – Sprawdziłam wiedzę uczniów małym testem, a kilku z nich dopytałam. – Niech zgadnę, czy wśród tej piątki był któryś z naszych asów? – W zasadzie cała piątka z nich się składała. – Zachichotałam. – Podpadli już na pierwszej lekcji? – Podpadli? Niee. Po prostu ...