-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... że się nie zaczerwieniłam. – Chociaż nie, ty byłeś ostatnio. Sznaucer, wyręczysz kolegę po sąsiedzku. Nie wyspałeś się? – Zareagowałam błyskawicznie, ratując Michała i przy okazji siebie przed kompromitacją. – Nie, pani profesor. – Sznaucer doczłapał do tablicy. Odwróciłam głowę w stronę Niemczyckiego i uśmiechnęłam się. Byłam mokra. Ten chłopak, jego stan, on to spowodował… Nie byłam z mężczyzną od kilkunastu miesięcy, od chwili kiedy wyprowadził się Marek, ale to chyba nie jest powód, żeby mieć ochotę na seks z nastolatkiem? Chyba nie, na pewno nie. Przecież to jest dzieciak, opanuj się, Beata! – Pani profesor? – Sznaucer przy tablicy przypomniał o swojej obecności. – Przepraszam. – Zastanowiłam się. – Jednak dzisiaj wam daruję. – Po klasie rozległ się odgłos ulgi. – Tak, tak, cieszcie się, bo następnym razem to was nie ominie. Siadaj. – Sąsiad Niemczyckiego z ławki posłusznie wrócił na miejsce. Do końca lekcji chodziłam rozedrgana i niespokojna. Co rusz zerkałam ukradkiem na niego, zazwyczaj wtedy, kiedy notował, żeby nasze spojrzenia nie spotkały się. Nie wyglądało na to, że erekcja się utrzymuje. Czułam jednak na sobie cały czas jego wzrok i to zdecydowanie nie pomagało – między udami utrzymywał się stan ciepła, a chodząc, czułam, że może nie leje się ze mnie, ale jest tam wilgotna. Uff, dzwonek. – Na środę przygotujcie się, będzie sprawdzian, zamiast dzisiejszego pytania. – Wszyscy chóralnie zawyli w rozczarowaniu, a najgłośniej Gruszkowski i ...
... Makarski, udający psy albo wilki. Zaczęłam się śmiać, a większość z nich za mną, w końcu dołączyli do nas wszyscy. Z wyjątkiem Niemczyckiego. Siedział spokojny i lekko uśmiechnięty, rozglądając się po klasie i wtedy nasze spojrzenia spotkały się. Zamieniłam się w słup soli. Kojarzycie sceny w filmach, które toczą się w zwolnionym tempie? Na pewno tak, najczęściej w tle leci muzyka, a oprócz tego lektor coś tam opowiada. Poczułam się, jak bohater takiego filmu, nastąpiło zderzenie spojrzeń, niczym promieni lasera, wybuchających z hukiem, a mnie po raz kolejny przeszedł ten strzał. Uderzenie ciepła i czegoś we wnętrzu. Zaraz, przecież ja to już przechodziłam, zauroczenie, zakochanie się, niejeden raz, nawet ślub. I co, wszystko na próżno? Znowu? To dzieciak. Patrzył na mnie z lekkim uśmiechem, uśmiechały się też jego oczy, mimo to we wzroku było coś więcej. Nie nachalne „zerżnę cię”, bardziej „wyglądasz tak, że mam ochotę sprawdzić, co jest pod spodem”. Przecież to szesnastoletni chłopak, on naprawdę tak myśli, czy to tylko moje wyobrażenia? Potrząsnęłam głową. – Dobra, koniec tego. – Klasnęłam, uciszając towarzystwo. – Widzimy się w środę, uciekajcie. – Zaśmiałam się ponownie, a Gruszkowski z Makarskim wyli jeszcze w korytarzu, ich głosy słyszałam, dopóki nie zniknęli na schodach. – Do widzenia, pani profesor. – Niemczycki stanął obok biurka. – Świetnie dzisiaj pani wygląda. – Dziękuję, Michał. – Idź precz, zmoro, a kysz. Chciał chyba jeszcze coś ...