-
Spalam się (wersja końcowa)
Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... górę, patrząc mu prosto w oczy. – Człowiek nie rodzi się prostakiem, tylko nim się staje, a fakt bycia przez ciebie dobrym graczem w kosza, nie świadczy o tym, że jesteś inteligentnym człowiekiem, a co najwyżej durniem o mózgu ratlerka. – Odwróciłem się na pięcie i pierdolnąłem drzwiami od szatni. Pożegnała mnie cisza, a kiedy trzaskałem drzwiami wyjściowym ze szkoły, dobiegł mnie rechot z szatni. Pewnie ten półmózg znowu rzucił jakiś prześmieszny żart na poziomie piątej klasy podstawówki. Byliście kiedyś na szkolnej dyskotece? Takiej prawdziwej, organizowanej na sali gimnastycznej, z serpentynami wiszącymi na drabinkach do ćwiczeń, balonami przyczepionymi do okien, tablic do koszykówki? Kulami dyskotekowymi, podczepionymi do sufitu? Ogromnymi głośnikami, przetaczanymi przez najstarsze klasy z magazynu, obok sali? Wreszcie ze sprzętem stereo, stojącym w narożniku, do którego zazwyczaj ciągnęła się ogromna kolejka, a ludzie zamawiali kawałki, do których chcieli tańczyć? Nie byliście? Ogromna strata, nie zdajecie sobie sprawy, co was ominęło. Duchota, ścisk, ciemność, hałas zazwyczaj tak ogłuszający, że jedynym sposobem na rozmowę było krzyczenie sobie do ucha. Na szkolnych dyskotekach rozkręcały się szkolne romanse, upadały miłości i łamały się serca. W starszych klasach, potajemne picie alkoholu po krzakach, kiblach oraz innych, kiepsko widocznych miejscach. Palenie papierosów za płotem albo na boisku szkolnym. No i najważniejsze. Tańczenie ...
... przytulanego, ewentualnie wolnego. Tak, kiedyś tak to się nazywało. Nie wiem, jak teraz, ale w latach dziewięćdziesiątych prosiło się dziewczynę do przytulanego (niech będzie, że przytulany) i jeśli się zgodziła – miałeś szansę na coś więcej, może nawet na chodzenie. Tak, tak, o chodzenie. Przeżywałem to w podstawówce, w liceum nie miałem okazji, bo żadna z dziewczyn nie zainteresowała mnie na tyle, żeby zwrócić na nią oko. Przepraszam, w październiku przyszła do klasy nowa dziewczyna, Agnieszka, wspominałem o niej na początku, której ewidentnie w oko wpadłem ja. Co jakiś czas zaczepiała mnie, werbalnie i niewerbalnie, czułem, że czekała na reakcję, ale… nie doczekała się. Nie było na to szans. Byłem zainteresowany tylko jedną panią. I miałem szczerą nadzieję, że pojawi się w piątek wieczorem na sali gimnastycznej. B. Nie miałam najmniejszej ochoty tam iść. Po śmieci Rademenesa byłam w żałobie, a szkolna dyskoteka to ostatnie miejsce, gdzie chciałam przebywać, radosne i zabawowe. Duchota, hałas, mnóstwo pijącej potajemnie alkohol młodzieży, z którą nie chciałam mieć styczności. – Beatka? A ty będziesz? – Unikałam dyrektor przez ostatnie dni, jak ognia, czując że to pytanie padnie. – Pani dyrektor, nie bardzo mi pasuje. – Wykręcałam się, jak mogłam. – Nie może cię nie być. Najpiękniejsza nauczyciel musi pojawić się, choć na chwilę. Wiesz, jak to jest. Świetnie. – No dobrze. – Zgodziłam się niechętnie. – Będę jednak chciała szybko wyjść. Nie czuję się zbyt ...