1. Spalam się (wersja końcowa)


    Data: 28.11.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... serio.
    
    – Ma pani piękne oczy. – Szepnął prosto w ucho, a mnie przeszedł dreszcz. Tak mówił mój pierwszy chłopak, lata temu, tylko bez pani. A dreszcz przeszedł mnie nie z powodu wspomnienia tego łamagi (matka kazała mu wrócić z mojej osiemnastki przed dwudziestą trzecią, a był ode mnie starszy o trzy lata), tylko przez ton głosu Michała. Trafił w taki rejestr, który wibrował w całym moim ciele.
    
    – Michał, przestań, nie możesz tak mówić. – Odsunęłam się od niego, próbując być stanowcza. – Rozumiesz mnie? Nie próbuj mnie podrywać, bo nic z tego.
    
    – Pani profesor, czy na panią podrywam? Przecież to tylko taniec, a ja powiedziałem prawdę. – Uśmiechnął się szeroko, dobrze, że ten cholerny utwór, trwający prawie sześć minut dobiegał końca. Rozejrzałam się dyskretnie po sali, na szczęście nikt nie zwracał na nas uwagi. To dobrze, jemu i mnie, a zwłaszcza mnie nie są potrzebne plotki.
    
    – Prawda czy nie, przestań robić to, co robisz, dobrze? – Utwór się skończył. – Dziękuję za taniec. – Drygnęłam i uciekłam do kantorka, zostawiając go na sali.
    
    – O, jest Beti! – wrzasnęła mająca już nieźle w czubie Mariolka. – Chodź kochana, Muraś robi drinki, bo Podlaszczak poszedł w tany!
    
    – No właśnie widzę. – Podsumowałam z przekąsem.
    
    – Jezu, co tobie się stało? Chora jesteś, czy co? Patrz na siebie. – Podała mi malutkie lusterko z torebki.
    
    O mój Boże.
    
    Wyglądałam, jakby ktoś mnie natarł burakami. Wypieki na całe policzki.
    
    – Dziewczyno, masz takie kolory, że gdybyś była ...
    ... uczennicą, to bym pomyślała, że właśnie tańczyłaś z chłopakiem, w którym się zakochałaś! – zachichotała Mariolka, a głupi Muraś jej wtórował.
    
    – Mariolka, ty już nie pij więcej. – Pokiwałam głową z politowaniem. – Idę do sekretariatu zamówić taksówkę.
    
    – Nie umiesz się bawić, Beti. – sapnęła matematyczka. – Chodź, panie wuefisto, zobaczymy czy jest pan taki wygimnastykowany, jak pan o sobie mówi. – Chwyciła Murasia za rękę i wyrwała w kierunku parkietu.
    
    Szczęśliwa, że udało mi się od niej uwolnić, ruszyłam szybko w kierunku gabinetu dyrektora, a po chwili taksówka była zamówiona. Miała być za kwadrans.
    
    Po dwudziestu minutach oczekiwania, marznięcia i dwóch papierosach usłyszałam głos za plecami.
    
    – My chyba jesteśmy sobie przeznaczeni dzisiaj.
    
    – Czy ty mnie śledzisz, Niemczycki? – zapytałam niezbyt przyjemnym tonem. – Bo jeśli tak, to radzę ci natychmiast cofnąć się do miejsca, z którego wyszedłeś.
    
    – Pani profesor, proszę mnie nie podejrzewać o takie rzeczy. – Wpatrywałam się uważnie w jego twarz. Było ciemno, ale akurat jedyna latarnia nieopodal rzucała blask w kierunku Michała. Oblicze miał poważne i spokojne. – Wyszedłem na papierosa i zaraz miałem iść do domu.
    
    – Iść? Przecież jest późny wieczór. Sam?
    
    – No sam, a czemu nie? Pogoda jest niezbyt przyjemna, bo chłodno i wilgotno, ale przynajmniej nie pada. Mam co prawda spory kawałek, ale przynajmniej się przewietrzę. – Uśmiechnął się.
    
    – Przecież jest niebezpiecznie tak samemu chodzić po nocy. Czekam ...
«12...202122...100»